Wybrane techniczne i merytoryczne problemy psychologii sądowej

Psychologia sądowa jest obecnie jedną z najintensywniej eksploatowanych nauk wpierających pracę organów ścigania. Rośnie liczba spraw sądowych, w przebiegu których należy, mówiąc bardzo ogólnie, ustalić stan psychiczny uczestnika lub uczestników w określonym momencie, wszędzie zaś tam, gdzie obecny jest w postępowaniu sądowym tzw. „element ludzki” nierzadko pojawia się potrzeba formalnej i treściowej analizy składanych przez świadków zeznań. Znakiem obecnych czasów jest wzrost liczby zachorowań na związane z postępem cywilizacyjnym dolegliwości i zaburzenia, które ogólnie określić można jako „psychiczne”, „psychologiczne” lub „o podłożu psychologicznym”. Te zaś, jeśli są obecne, miewają istotne znaczenie dla wartości dowodowej ewentualnie składanych przez osobę zeznań. Często jednak zadaniem psychologa sądowego nie jest diagnozowanie zaburzeń, lecz określenie stanu i poziomu normalnych, zdrowych funkcji psychicznych u konkretnego uczestnika postępowania. Są to zazwyczaj określone kompetencje poznawcze, mające wpływ na podstawową zdolność osoby do gromadzenia, przechowywania i odtwarzania materiału pamięciowego, czasem także inteligencja, sprawność uwagi dowolnej i inne zjawiska. Zakres wykorzystania wiedzy psychologicznej w praktyce sądowej ulega stałemu rozszerzaniu. 



W pracy biegłego sądowego z zakresu psychologii na co dzień pojawiają się najróżniejsze trudności związane tak ze specyfiką samej psychologii jako nauki, jak i z ograniczeniami, które niesie ze sobą konieczność badania czy obserwacji opiniowanego w warunkach przesłuchania lub rozprawy sądowej. W niniejszym artykule zwarto krótki i swobodny przegląd i charakterystykę problemów, z jakimi specjalista z zakresu psychologii spotyka się w swej codziennej pracy dla organów ścigania.


1. Problem z precyzyjnym pomiarem funkcji i zjawisk psychicznych

Kwestie obserwacji, pomiaru, opisu i interpretacji zjawisk natury psychologicznej były, są i zapewne będą przedmiotem dyskusji. Jeden z aspektów tego problemu dotyczy pytania, na ile ludzie są do siebie podobni lub z drugiej strony – jak bardzo się od siebie różnią. Po jednej stronie sporu występują badacze dążący do ujęcia ludzkiej natury w możliwie ścisłe, precyzyjne ramy i kategorie pomiarowe. U podstaw tego dążenia leży założenie, że ludzie jako przedstawiciele jednego gatunku są do siebie podobni, zaś wszelkie ich funkcje psychiczne można uporządkować i sklasyfikować w taki sposób, aby w przypadku każdej cechy możliwe było umieszczenie jednostki ludzkiej gdzieś na odpowiednio opracowanej skali. Ma to służyć przede wszystkim ocenie uzyskanych przez osobę wyników pomiaru na tle reszty populacji. Jest to tzw. „podejście nomotetyczne”, zaś jego przedstawiciele są zwolennikami stosowania w psychologii głównie metod psychometrycznych (czyli testów, skal, kwestionariuszy, inwentarzy itp.). Zastosowanie wszelkich psychologicznych metod pomiarowych oparte jest na założeniu, zgodnie z którym każda osoba jest na tyle podobna do innych osób, że pod względem dowolnej z analizowanych cech psychologicznych może być w prosty sposób porównana z innymi osobami, badanymi za pomocą tej samej metody. A zatem badanie psychologiczne przy zastosowaniu metod psychometrycznych sprowadza się do pomiaru natężenia określonej cechy (albo wielu określonych cech) i porównaniu uzyskanych wyników z wynikami innych osób. Dzięki takiemu porównaniu można określić, czy otrzymany wynik jest wynikiem wysokim, średnim czy niskim, ponieważ interpretacja każdego wyniku badania ma sens jedynie przy zastosowaniu odniesienia do grupy porównawczej.

Przeczytaj też: Psychologiczne badanie diagnostyczne. Informacje dla zainteresowanych 

Podejście nomotetyczne jest podejściem charakterystycznym głównie dla działów psychologii zajmujących się badaniem bardziej ogólnych, wspólnych dla całej populacji ludzkiej praw i zależności. Przykładami mogą być psychologia społeczna czy psychologia eksperymentalna.

Po drugiej stronie barykady stoją szeregi psychologów zorientowanych bardziej humanistycznie, podkreślających głównie niepowtarzalność i oryginalność każdej ludzkiej jednostki oraz barwność i nieskończoną zmienność ludzkiej natury. Gromadzona przez nich wiedza opiera się przede wszystkim na studium przypadku, zaś reprezentowany sposób analizy i opisu człowieka określany jest jako „podejście idiograficzne”. Przykładem zastosowania podejścia idiograficznego jest oczywiście psychologia kliniczna, w ramach której realizowany jest przede wszystkim osobisty, bliski kontakt z pojedynczym pacjentem czy klientem. Metody typowo „idiograficzne” to przede wszystkim rozmowa, wywiad i obserwacja. Uzyskany w drodze zastosowania takich technik diagnostycznych wynik nie ma charakteru psychometrycznego – trudno sobie wyobrazić, by dane pochodzące z wywiadu czy obserwacji można było w sposób przekonujący przedstawić w formie liczbowej. Należy dodać, ze również w ramach orientacji idiograficznej stosowane bywają metody psychometryczne (np. bardzo powszechne w psychologii klinicznej kwestionariusze i inwentarze czy testy inteligencji), jednak uzyskany wynik jest traktowany raczej jako umowny, zaś jego wartość ma bardziej orientacyjny i pomocniczy charakter.

Dyskusja pomiędzy dwoma obozami badaczy jest zjawiskiem niezwykle dla psychologii pożytecznym, stanowi bowiem motor napędowy rozwoju psychologii naukowej właściwie od początków jej istnienia. Zajmowane zaś przez oba obozy stanowiska są wobec siebie bardziej komplementarne, niż konkurencyjne, w związku z czym wielu psychologów-praktyków w swojej codziennej pracy z powodzeniem łączy zastosowanie metod i założeń podejścia idiograficznego i nomotetycznego. W gruncie rzeczy tylko takie, eklektyczne podejście jest moim zdaniem sensowne i praktycznie wartościowe, oba bowiem opisane sposoby ujęcia mają swoje ogromne zalety.  

W psychologicznej praktyce sądowej nie sposób uniknąć zastosowania obu opisanych paradygmatów. Bywa tak, że dla wydania wartościowej opinii przydatny jest wynik badania psychometrycznego. Jeśli psycholog poszukuje na przykład odpowiedzi na pytanie o poziom intelektualny badanego świadka, dysponuje skutecznym narzędziem oceny w postaci specjalistycznego testu inteligencji. Uzyskany wynik zazwyczaj dobrze odzwierciedla zdolności umysłowe badanego. Badanie testem zdolności czy inteligencji ma jeszcze jedną, wielką zaletę – o ile zawsze można w nim wypaść poniżej własnych możliwości, o tyle trudno jest wypaść lepiej, niż pozwala poziom własnych predyspozycji intelektualnych (chyba, że badany wcześniej zna test i poszczególne, zawarte w nim zadania). Zaś świadome zaniżanie przez badanego własnych wyników zazwyczaj łatwo jest zdemaskować, zwłaszcza dysponując dużym doświadczeniem (ze względu na specyfikę większości sytuacji w sądzie badany zazwyczaj zainteresowany jest uzyskaniem wyniku raczej niskiego, niż wysokiego). Inaczej mówiąc – do pewnego stopnia można udawać osobę upośledzoną, dużo trudniej jest jednak udawać geniusza. Z drugiej strony – w zaawansowanym psychologicznym badaniu dla potrzeb sądu niezwykle ważne znaczenie mają informacje zebrane w drodze wywiadu i obserwacji. Czasami korzystać należy także z wiadomości uzyskanych poza specjalistycznym badaniem (np. od rodziny czy osób z otoczenia opiniowanego), a nawet w sposób zupełnie przypadkowy – to w myśl założenia, że biegły sądowy ma obowiązek wydać możliwie rzetelną i wyczerpującą opinię, czemu służy wykorzystanie wszelkich dostępnych informacji. Dane takie w oczywisty sposób nie mają charakteru precyzyjnych, prezentowanych w statystycznej formie wyników, rzucają jednak dodatkowe, czasem bardzo cenne światło na analizowaną sytuację.

Niezależnie od przyjmowanej przez poszczególnych psychologów perspektywy badawczej należy jednak wspomnieć, że do dzisiaj w zakresie diagnostyki psychologicznej nie dysponujemy narzędziami badawczymi pozwalającymi na bardzo precyzyjny i jednoznaczny pomiar funkcji psychicznych człowieka. Jest tak nie tylko ze względu na niedoskonałość owych metod, ale również na zmienny i ostatecznie mało przewidywalny charakter ludzkiego zachowania.

To, co czyni nasze życie psychiczne barwnym i ciekawym jest niejednokrotnie zmorą psychologa–praktyka. Zwłaszcza, jeśli oczekuje się od niego jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytanie, a taka odpowiedź interesuje przecież mający podjąć decyzję organ procesowy. Należy zawsze pamiętać o nieścisłym charakterze wiedzy psychologicznej. W odniesieniu do cech psychicznych właściwie trudno jest przeprowadzić pomiar, który da zadowalający rezultat w postaci konkretnej charakterystyki liczbowej. Uzyskany w badaniu pamięci, inteligencji czy osobowości wynik jest zawsze podatny na liczne zakłócenia i obciążony relatywnie dużym błędem pomiaru, o czym nie zawsze pamiętają osoby i instytucje, na zlecenie których psycholog przeprowadza badanie diagnostyczne.

2. Płynne granice pomiędzy „normą” i „patologią” psychiczną. Zakłócenia w procesie diagnostycznym

Między innymi z powodów wspomnianych w poprzednim punkcie artykułu trudno jest czasem podjąć jednoznaczną decyzję, czy stan zaobserwowany należy do kategorii zjawisk normalnych, czy patologicznych, jako że w psychologii pojęcia „normy” i „patologii” są w ogóle bardzo umowne. Z tego względu zdarza się, że pomimo przeprowadzonych badań dodatkowych i konsultacji specjalistycznych (np. psychiatrycznych, neurologicznych) występuje problem z postawieniem jednoznacznej diagnozy – „zaburzenia osobowości i zachowania czy choroba psychiczna?”, „obniżony poziom intelektualny czy upośledzenie umysłowe?”. Nawet zatem wówczas, kiedy biegły dysponuje wynikiem przeprowadzonego badania psychometrycznego, niejednokrotnie trudno jest udzielić konkretnej odpowiedzi na postawione przez organ procesowy pytania. Wynika to między innymi z następujących zjawisk:

– wszelkie uzyskiwane wyniki badania psychologicznego podatne są na liczne zakłócenia. Prezentowany poziom inteligencji ogólnej może być różny w zależności od pory dnia, samopoczucia czy motywacji badanego. Osoba nawet bardzo inteligentna może w badaniu wypaść marnie, jeśli jest chora, zmęczona lub nadmiernie zdenerwowana. Wystarczy, że opiniowany zjawi się na badaniu dzień po ostrej, zakrapianej zabawie – w kacu dość trudno jest zaprezentować pełnię swoich możliwości w zakresie pamięci dowolnej, zdolności wzrokowo–przestrzennych czy (może przede wszystkim) psychomotorycznych.

– jako psycholog, który do tej pory miał okazję w różnych okolicznościach badać tysiące ludzi, stwierdzić mogę z całą pewnością, że u uczestników wszelkich badań psychologicznych wyraźna jest przede wszystkim tendencja do świadomego lub nie całkiem świadomego przedstawiania się w określonym świetle. Innymi słowy – ludzie usiłują zaprezentować się jako dobrzy lub źli, mądrzy lub głupi, agresywni lub łagodni itd., ogólnie jednak uważam, że uzyskane wyniki badań rzadko odzwierciedlają istniejący stan faktyczny, co szybko stwierdzić można konfrontując rezultaty badania z danymi pochodzącymi z innych źródeł. Dla przykładu – osoba trzęsąca się ze zdenerwowania w sytuacji zwykłego badania kwalifikacyjnego dla kierowcy wózków widłowych wielokrotnie podkreśla własną, niebywałą odporność na stres. Człowiek wielokrotnie karany za przestępstwa z użyciem przemocy deklaruje nieprzeciętną łagodność i ugodowość. Klient potwornie brudny i zaniedbany wśród najwyżej cenionych wartości wymienia higienę osobistą itd.

Warto podkreślić, że przekłamania uzyskanych rezultatów badania nie muszą wynikać ze złej woli opiniowanego. Czasami są efektem braku krytycyzmu w stosunku do własnych cech i dyspozycji czy objawów. Jeśli alkoholik upiera się, że wcale nie nadużywa alkoholu, być może sam święcie w to wierzy (co jest objawem w chorobie alkoholowej stosunkowo częstym), zatem jego deklaracje co do wstrzemięźliwości nie są zwykłym kłamstwem ani złośliwością.

Przeczytaj też: Komfort picia – artykuł obowiązkowy dla członków rodzin i otoczenia alkoholika

W sytuacji badania sądowego sytuacja jest tym trudniejsza, że ze względu na ewentualne konsekwencje takiego czy innego wyroku sądowego motywacja osoby badanej do fałszowania wyników jest silniejsza i zwykle bardziej skomplikowana, a często także niejasna. Wraz z doświadczeniem i praktyką zawodową przychodzi umiejętność krytycznego spojrzenia na uzyskane wyniki badania i szybkiego przyjęcia stosownej poprawki na ewentualne zniekształcenia. Nawet bowiem przekłamane rezultaty badania nadają się do interpretacji i czasem wnoszą więcej cennych informacji, niż „szczery” profil wyników. Umiejętność interpretacji zniekształconych danych jest jednak zawsze trudnym i wymagającym zadaniem.

– w kontekście prowadzonego postępowania sądowego uczestnicy miewają rozmaite powody prezentowania najróżniejszych, nieraz nawet z pozoru zupełnie bezsensownych zachowań. Jeżeli osoba badana pragnie za wszelką cenę uniknąć odpowiedzialności karnej czy nawet cywilnej, może być zainteresowana ujawnianiem najcięższych zaburzeń i dolegliwości, co zresztą dotyczy nie tylko badania psychologicznego. Przy odpowiednim doświadczeniu możliwe jest szybkie rozpoznanie nawet niejasnej motywacji osoby badanej 

– sprawy sądowe zazwyczaj dotyczą podobnych sytuacji, a uczestnicy w podobny sposób usiłują manipulować sądem i sytuacją badania. Jednak nie zawsze uzyskane informacje łatwo jest w sposób nie budzący zastrzeżeń udokumentować w opinii przedstawianej po wykonaniu ekspertyzy. Innymi słowy – nie wystarczy stwierdzić, że „Kowalski udaje”, trzeba być bowiem w każdej chwili przygotowanym na pytanie: „A skąd biegły wie, że Kowalski udaje?”. Nie należy oczekiwać, że odpowiedź w rodzaju „bo tak mi się wydaje” przez którąkolwiek ze stron postępowania uznana zostanie za satysfakcjonującą.

– opiniowany, czasami całkowicie wbrew własnej woli zobowiązany do udziału w badaniu psychologicznym, wykazuje nierzadko silny opór przed podjęciem jakiejkolwiek współpracy z badającym psychologiem. Choć postawę tę zwykle udaje się przełamać, niechęć do bycia badanym przez psychologa czy lekarza znacznie utrudnia prawidłowe prowadzenie procesu diagnostycznego.

3. Atmosfera i warunki badania

Prowadzone zgodnie z zasadami sztuki badanie psychologiczne wymaga zapewnienia badającemu oraz osobie badanej odpowiednich warunków, które sprzyjałyby rzetelnemu procesowi diagnostycznemu. Biegły sądowy nie zatrudniony w instytucji stale wykonującej badania dla sądu nierzadko nie dysponuje możliwością przeprowadzenia badania psychologicznego w spokojnej, pozytywnej atmosferze. Warto pamiętać, że przesłuchanie w sali rozpraw czy nawet specjalnym pokoju, w obecności kilku postronnych osób nie jest tym samym, co rozmowa sam na sam z opiniowanym w odpowiednio przystosowanym pomieszczeniu. W tym ostatnim przypadku jest możliwe nawiązanie pozytywnego, niekrępującego kontaktu diagnostycznego, co jest niezwykle ważne w każdym, również sądowym badaniu psychologicznym.

Problem ten jest istotny zwłaszcza w przypadku nieletnich uczestników postępowania – obecnie przesłuchania dzieci prowadzi się w specjalnych pokojach przesłuchań, jednak w wielu sytuacjach ze względu na ograniczenia lokalowe i inne pokoje te nie spełniają podstawowych warunków, jakie spełniać powinny i tym samym ich rola staje pod znakiem zapytania.

4. Wpływ własnego nastawienia na uzyskane wyniki badań

W związku z faktem, że psycholog pracuje z tzw. „materiałem ludzkim”, jego własne nastawienie oraz wszystko to, co jako człowiek wnosi w sytuację i treść badania ma niebagatelny wpływ na uzyskane rezultaty. Kontakt pomiędzy badanym a diagnostą odbywa się bowiem zawsze na zasadzie sprzężenia zwrotnego – człowiek nie jest maszyną i w psychologii tylko bardzo umownie mówi się o „obiektywnej obserwacji” czy „obiektywnym badaniu”. Należy zawsze pamiętać o wpływie, jaki na uzyskane wyniki ma całość doświadczeń, nastawień i oczekiwań badającego i odpowiedzialnie doceniać wagę tego wpływu.

Ze wspomnianego sprzężenia zwrotnego wynika przede wszystkim niebezpieczeństwo uruchomienia zjawisk i zachowań, które w innym przypadku być może w ogóle nie miałyby miejsca. Przypuśćmy, że zjawiająca się na badaniu kobieta przypomina mi obiekt całkiem nieodwzajemnionej miłości sprzed lat. Jako pełna ułomności jednostka ludzka wykazywał będę być może niezupełnie świadomą tendencję do traktowania opiniowanej w określony sposób. Na przykład, wiedziony sentymentem, zapragnę ułatwić jej życie, niecodziennie pomagając w badaniu lub przeciwnie, kierowany złością zapragnę jej zaszkodzić, utrudniając wszystko, co tylko utrudnić można. Własnym nastawieniem agresywnym uruchomię zapewne jej agresję, którą następnie fachowo „zaobserwuję” i profesjonalnie opiszę w opinii czy na sali sądowej („wysoki sądzie, badana sprawia wrażenie osoby pełnej złości, ujawnia tendencje agresywne, utrudnia proces badania psychologicznego…” itp.). Albo postawą pełną ciepła i sympatii uruchomię u badanej podobne, wzajemne zachowania – efekt będzie podobny formalnie, choć odmienny treściowo: „mówiąc między nami, panie prokuratorze, nie wierzę, by tak urocza osoba mogła dopuścić się oszustwa” itd. 

Opisane żartobliwie rodzaje nastawień należy z pewnością określić jako wysoce nieprofesjonalne, trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że żaden człowiek nie panuje w pełni nad własnymi emocjami i co więcej – że emocje te mogą mieć charakter częściowo lub całkiem nieświadomy. Zaś przyjęta a priori jakakolwiek postawa bywa źródłem ogromnych nieporozumień, co jest efektem świetnie już zbadanym na gruncie psychologii społecznej.

5. Zmienność cech psychicznych na przestrzeni czasu

Wszelkie mierzone i opisywane cechy psychiczne ulegają naturalnym wahaniom i zmianom. Nierzadko bywa tak, że stan psychiczny ulega radykalnej odmianie w przeciągu kilku dni, a nawet godzin czy minut. Jest to problem istotny zwłaszcza w sytuacji przeciągającego się w czasie postępowania sądowego, bowiem od badania psychologicznego do zapadnięcia wyroku upływa często dużo czasu. Czasami dla określenia stanu psychicznego opiniowanego jest konieczne kolejne, aktualne badanie psychologiczne, którego przeprowadzenie ze względu na najrozmaitsze ograniczenia nie zawsze jest możliwe.

6. Nieporozumienia wokół pojęć psychologicznych

Ważnym problemem w psychologii sądowej jest używany przez specjalistów system pojęciowy. Psychologia, jak każda zaawansowana dziedzina wiedzy, posługuje się dość hermetycznym słownictwem specjalistycznym, które nie zawsze jest adekwatnie rozumiane przez inne, biorące udział w postępowaniu sądowym osoby. Problem ten jest w tym przypadku o tyle ważny, że większość wykształconych osób dysponuje jakąś, zazwyczaj bardzo potoczną wiedzą psychologiczną, w realiach której sens i znaczenie poszczególnych opisujących ludzkie życie psychiczne terminów często bywa zniekształcone i zdegenerowane. Typowym przykładem takiego stanu rzeczy jest pojęcie konfabulacji. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile razy zdarzyło mi się tłumaczyć osobom spoza branży (również przedstawicielom organów ścigania), że konfabulacje są zjawiskiem nieświadomego wypełniania naturalnie powstających luk w pamięci materiałem niezgodnym z faktami. Taki materiał jest fałszywy, jednak osobie konfabulującej wydaje się JAK NAJBARDZIEJ REALNY. Dlatego konfabulacji nie należy uważać za specyficzną formę kłamstwa, które jest zjawiskiem zamierzonym i intencjonalnym. W życiu codziennym nieustannie konfabulujemy wszyscy. 

Należy również podkreślić, że biegły sądowy ma obowiązek formułować opinię w kategoriach jasnych i zrozumiałych dla pozostałych uczestników postępowania, co w przypadku psychologii nie zawsze jest sprawą łatwą, biorąc pod uwagę zawiłość wielu zjawisk z tej dziedziny wiedzy.

7. Nierealne oczekiwania wobec psychologów i wiedzy psychologicznej

W psychologicznej praktyce sądowej (pozasądowej również) nierzadko zdarza się, że osoba czy organ zlecający diagnozę psychologiczną oczekuje od psychologa wniosków znacznie wykraczających poza jego kompetencje i zakres jego wiedzy. Jest tak zwłaszcza w przypadku, kiedy od specjalisty z zakresu psychologii wymaga się udzielenia jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o wiarygodność dostarczonego przez opiniowanego materiału dowodowego. Pytanie o „wiarygodność” zazwyczaj sprowadza się zaś do pytania „czy świadek mówi prawdę, czy może kłamie?”. Pewna pani prokurator zapytała mnie kiedyś półżartem, czy psycholog jest kimś w rodzaju Boga, że prosi się go o oddzielanie prawdy od fałszu. Należy jednoznacznie powiedzieć, że ani psychologia, ani (przynajmniej wedle wiedzy piszącego te słowa) żadna inna nauka nie dysponuje niezawodnymi metodami „wykrywania kłamstwa”, pomimo, że dobrze wyszkolony w taktyce przesłuchiwania psycholog może niejednokrotnie doprowadzić do zdemaskowania prób oszukiwania wymiaru sprawiedliwości. W wielu wypadkach jednak precyzyjne i jednoznaczne wykrywanie mistyfikacji i zmyślania nie jest do końca wykonalne.



***


Artykuł niniejszy dotyczy problemów i trudności, na jakie w swej praktyce sądowej napotyka opiniujący psycholog. Dlatego mówi o niedogodnościach i niejasnościach, które u czytelnika wywołać mogą wrażenie, że psychologia sądowa jest dziedziną o co najmniej wątpliwej wartości praktycznej. Pragnę jednak zapewnić, że rzetelnie i rozsądnie prowadzony psychologiczny proces diagnostyczny wnosi w postępowanie sądowe wiele cennych informacji, a przy odpowiedniej świadomości ograniczeń metodologicznych i nieuchronnych problemów etycznych nie powinien krzywdzić żadnej ze stron postępowania. Po prostu to akurat opracowanie dotyczy raczej słabych stron psychologii, z których należy zdawać sobie sprawę.

W swojej pracy psychologa staram się zawsze dążyć do możliwie wysokiego obiektywizmu i naukowości, co zapewne udaje mi się z różnym skutkiem. Uważam, że psycholog sądowy w swoim rozumowaniu musi się trochę starać się być maszyną – analityczną, chłodną i bezemocjonalną (co w żadnym wypadku nie implikuje takiej postawy wobec osób badanych). Na kursach z psychologii sądowej uczono nas, że osoba mająca problem ze zdystansowaniem się od problemów innych ludzi nie powinna planować kariery sądowej.

Osobiste przekonanie o zbyt małej wartości psychologii jako nauki pomocniczej prawa, a także liczne wątpliwości natury etycznej były powodem mojej rezygnacji z pracy w charakterze psychologa sądowego. Uważam, że psychologia jest nauką zbyt niedojrzałą metodologicznie, aby móc zapewnić organom tzw. „wymiaru sprawiedliwości” faktycznie wartościowe usługi. Jest to jednak tylko moja opinia – jako osoba o umyśle bardzo konkretnym wolę angażować się w takie formy aktywności, których efekt jest pewny, niezawodny i daje się w sposób jednoznaczny zmierzyć czy ocenić. Z drugiej strony uważam, że funkcjonowanie współczesnego systemu sądownictwa bez wykorzystania wsparcia ze strony nauk społecznych byłoby trudne. Z konieczności więc prawo korzystać musi z psychologii takiej, jaką ona jest.       

Przeczytaj też: Kleksy w sądzie. Projekcyjne czary-mary – artykuł o kontrowersyjnych metodach sądowego badania psychologicznego 

W listach od czytelników otrzymuję czasem trudne i ważne pytania dotyczące psychologicznej praktyki sądowej. Pytania te dotyczą nierzadko co najmniej kontrowersyjnych zachowań i działań podejmowanych przez psychologów opiniujących dla organów ścigania. Przyznam, że raczej nie czuję się osobą powołaną do oceniania pracy innych specjalistów, dlatego w tym miejscu, korzystając z okazji, wspomnę po prostu, że każda osoba badana powinna być przede wszystkim świadoma przysługujących jej praw. W razie, jeśli postępowanie biegłego sądowego z zakresu psychologii budzi jakiekolwiek zastrzeżenia, warto pamiętać o możliwości podjęcia następujących kroków:

  • skierowanie odpowiednio uzasadnionej, adresowanej do organu powołującego danego biegłego (sądu lub prokuratury) prośby o zmianę osoby biegłego sądowego lub nawet szczegółowej skargi na formę lub treść podjętych przez niego działań,
  • skierowanie stosownego pisma do właściwego sądu okręgowego, na którego liście biegłych znajduje się konkretny specjalista,
  • skierowanie prośby o zajęcie stanowiska w danej sprawie do organizacji zawodowej psychologów – w Polsce jest to przede wszystkim Polskie Towarzystwo Psychologiczne,
  • prośba o ocenę danej opinii skierowana do instytucji profesjonalnie zajmującej się naukami sądowymi (np. krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych).

Stosunek niektórych psychologów do własnej pracy bywa naprawdę przerażający. Podczas zawodowego kursu z zakresu psychologii sądowej omawialiśmy problem seksualnych nadużyć wobec dzieci. Jedna z koleżanek powiedziała mi, że z własnej praktyki sądowej zna niezawodny sposób wnioskowania, czy do takich nadużyć doszło, czy też nie. „Wiem z praktyki i zapewniam cię, że jeżeli dziecko rysuje wulkany i gejzery, to z całą pewnością jest ofiarą molestowania seksualnego”… Zawsze uważałem, że największym nieszczęściem środowiska zawodowego psychologii jest ogromny odsetek nawiedzonych, obłąkanych szamanów. Bardzo chcę wierzyć, że moja koleżanka przemawiała do mnie co najmniej półżartem, w przeciwnym bowiem razie szczerze współczuję osobom, którym w najbardziej dramatycznych okolicznościach życiowych przyjdzie zmierzyć się z tą lub inną, równie absurdalną bzdurą.