Nieprawidłowości psychologiczne u ludzi zdrowych psychicznie



Tak, tak – odpowiedział Faria z gorzkim uśmiechem – tak, to ja uchodzę za wariata; moim to kosztem bawią się od dawna tak wyśmienicie mieszkańcy tego więzienia i byłbym igraszką dla dziatwy, gdyby dzieci przemieszkiwały w tym siedlisku beznadziejnej męki. 

Aleksander Dumas, „Hrabia Monte Christo”



Zarówno w psychologicznej, jak i lekarskiej praktyce klinicznej, a także w różnych sytuacjach życiowych zdarza się czasem, że pacjent, członek rodziny pacjenta lub inna osoba wyrażają pewne obawy o stan własnego zdrowia psychicznego. Ludzie martwią się stanem swoich władz umysłowych, obserwując u siebie niepokojące i dziwne w ich mniemaniu objawy.
Należy pamiętać zwłaszcza o tym, że krytycyzm chorobowy i niepokój o własne zdrowie raczej rzadko występują u osób rzeczywiście zaburzonych psychicznie. Ujmując rzecz potocznie – sam fakt, że dana osoba martwi się swoim stanem psychicznym często wskazuje, że najprawdopodobniej nie dzieje się z jej psychiką nic szczególnie groźnego. Pewnym specyficznym symptomem poważnych zaburzeń psychicznych jest bowiem brak krytycyzmu wobec występujących objawów, a zatem pacjent rzeczywiście chory psychicznie często nie ma świadomości własnej choroby. Niemniej jednak nie należy lekceważyć drobnych, niepokojących stanów pogorszenia funkcjonowania psychologicznego. Zwłaszcza, jeżeli nie ustępują przez dłuższy czas lub gdy w sposób istotny utrudniają radzenie sobie w codziennych sytuacjach życiowych. 



Zazwyczaj bywa tak, że osoba psychicznie chora trafia do specjalisty za namową, pod naciskiem lub wręcz pod przymusem ze strony najbliższych albo dalszego otoczenia, służb społecznych itd. Bywają jednak i tacy pacjenci, którzy sami zgłaszają się do lekarza czy psychologa, dotyczy to jednak raczej zaburzeń emocjonalnych lżejszego kalibru. W bieżącym artykule zostaną szczegółowo opisane przypadki drobnych i niegroźnych, a niejednokrotnie niepokojących dla przeżywającej je osoby zaburzeń w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Podane przykłady wydadzą się zapewne znajome i bliskie wszystkim czytelnikom. Wynika to z faktu, że nie ma na świecie osoby całkowicie wolnej od problemów natury psychicznej czy emocjonalnej, podobnie jak – z drugiej strony – nie istnieje człowiek całkowicie i do reszty zaburzony psychicznie, osoba, w której kondycji mentalnej nie istniałyby obszary względnie dobrego przystosowania i funkcjonowania.



W szerszej perspektywie pojawia się w tym momencie odwieczny dylemat „jeszcze zdrowie czy już choroba?”, czyli pytanie o granicę pomiędzy zdrowiem’ a zaburzeniami psychicznymi. Tak naprawdę dylemat ten bywa często dylematem niemożliwym do faktycznego rozwiązania. Na nieskończonym kontinuum procesów i zjawisk psychicznych, uczuciowych i duchowych istnieje bowiem taka rozmaitość najróżniejszych przypadków i możliwości, że niejednokrotnie trudno z całą pewnością stwierdzić, czy mamy do czynienia ze stanem jeszcze prawidłowym, czy już patologicznym. Granica pomiędzy zdrowiem, a zaburzeniami psychicznymi jest bowiem zawsze płynna i nieostra. Warto także podkreślić, że to, co w danym kraju czy kręgu kulturowym, a nawet środowisku uznawane jest za nieprawidłowe lub chorobliwe, niekoniecznie musi być w ten sposób traktowane w kulturze innej i odwrotnie. Jako przykład podać można chociażby gotowość czy skłonność do dokonywania samookaleczeń. W kulturze europejskiej tendencje takie uważane są za objaw mniej lub bardziej poważnych zaburzeń emocjonalnych. Istnieją jednak narody, w których rozmaite akty autoagresji są elementem zaawansowanych praktyk religijnych i duchowych o głębokim znaczeniu i sensie, i jako takie są zjawiskiem nie tylko normalnym, ale wręcz pożądanym.

Ze względów opisanych powyżej, ani na gruncie psychologii, ani medycyny do dziś nie zostało stworzone żadne precyzyjne narzędzie pomiarowe, które w przypadkach spornych i niepewnych pozwalałoby udzielić jasnej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to, czy w przypadku konkretnej osoby badanej drobne nieprawidłowości są już stanem chorobowym i wymagają interwencji specjalistycznej, czy też mamy do czynienia z chwilowym i przemijającym obniżeniem sprawności umysłowej.

W psychologicznej diagnostyce klinicznej specjaliści posługują się zazwyczaj metodami testowymi, pozwalającymi na, w pewnym stopniu dość ścisłą, ocenę ewentualnych dysfunkcji w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Rola tych narzędzi jest jednak rolą raczej pomocniczą. Pozwalają one na skrócenie i uproszczenie psychologicznego procesu diagnostycznego oraz na uzyskanie usystematyzowanych i konkretnych danych na temat konstrukcji osobowościowej i kondycji mentalnej badanego pacjenta. Nie należy zapominać, że ludzka natura i konstrukcja psychiczna są zagadnieniami zbyt skomplikowanymi, zmiennymi i wieloaspektowymi, by można było je badać i opisywać w kategoriach bezwzględnych i jednoznacznych.

Tak wśród pacjentów, jak i wśród osób badanych nie będących pacjentami, a nawet pomiędzy przedstawicieli innych, niż psychologia dyscyplin naukowych powszechnym jest natomiast oczekiwanie, że wynik psychologicznego badania kwestionariuszowego, zazwyczaj przedstawiony w formie efektownego wykresu (nazywanego psycho- lub profilogramem) udzieli precyzyjnej odpowiedzi na pytanie o wszelkie psychologiczne cechy i obszary ewentualnych zaburzeń. Również wielu diagnostom towarzyszy przesadna ufność i wiara w nieomylność psychologicznych narzędzi pomiarowych. Tymczasem narzędzia te są niezwykle podatne na najrozmaitsze przekłamania i zafałszowania. Otrzymany w wyniku badania rezultat należy traktować wyjątkowo ostrożnie i w ramach podejmowanej interpretacji łączyć otrzymany wynik z wiedzą uzyskaną w drodze wykorzystania wszelkich innych, dostępnych źródeł informacji. Źródła takie stanowią na przykład wywiad, obserwacja, rozmowa z najbliższymi osobami pacjenta i inne. Tylko przyjęcie odpowiednio szerokiej i popartej rzetelną teoretyczną i praktyczną wiedzą o ludzkiej naturze (a zwłaszcza o zaburzeniach psychicznych) perspektywy badawczej daje szansę uzyskania możliwie jasnego i użytecznego obrazu sytuacji.

Przeczytaj też: Podstawowe prawa i zasady psychopatologii – o tym, jak oceniać poszczególne zjawiska zaburzeń psychicznych  

Wracając do drobnych nieprawidłowości psychologicznych u ludzi zdrowych należy jeszcze raz podkreślić, że nie istnieją jednostki całkowicie wolne od problemów natury psychicznej czy duchowej. Z drugiej strony doświadczenie codzienne uczy, że niektóre osoby radzą sobie w życiu znacznie lepiej, niż inne. Zdarzają się nawet ludzie sprawiający wrażenie psychologicznie doskonałych – są to osoby dojrzałe, dobrze przystosowane, o jednolitej i zintegrowanej strukturze osobowości oraz wypracowanych skutecznych, psychologicznych mechanizmach radzenia sobie z przeciwnościami losu. Również takie osoby miewają jednak momenty gorszego samopoczucia, załamania odporności emocjonalnej czy poczucia zupełnej bezradności w obliczu trudnej sytuacji życiowej. Problem nie polega więc na tym, co zrobić, żeby nie mieć problemów natury psychologicznej, bo taka sytuacja jest tyle niemożliwa, co z pewnych względów nawet niepożądana lecz bardziej na tym, jak skutecznie radzić sobie w sytuacjach zagrożenia zdrowia i równowagi psychicznej.

Uważam, że najbardziej użyteczną i praktyczną kategorią oceny własnej kondycji psychicznej jest kategoria jakości radzenia sobie w różnych sytuacjach życia codziennego. Problem zaczyna więc być niepokojący wówczas, kiedy w znacznym stopniu utrudnia lub uniemożliwia codzienne funkcjonowanie. Bardzo istotny jest także czynnik cierpienia – występujące zjawiska są niepokojące, jeśli stanowią źródło przykrych przeżyć. Oba te czynniki można jednak sprowadzić do jednego mianownika, ponieważ cierpienie w sposób oczywisty obniża możliwości radzenia sobie w życiu codziennym.

Jeżeli pokonanie problemu lub przetrwanie trudnego okresu wykracza poza zdolności adaptacyjne danej osoby, nieuchronnie dochodzi do zaburzenia stanu psychicznej homeostazy (równowagi) organizmu. To z kolei pociąga za sobą mniej lub bardziej poważne załamanie się ludzkich możliwości przystosowania i wówczas konieczną staje się interwencja psychologiczna i/lub medyczna. Warto dodać, że gotowość do zwrócenia się o wsparcie i korzystania z pomocy specjalistycznej także jest pewnym wskaźnikiem dojrzałości i zaradności życiowej. Osoba zagrożona ma pełne prawo i obowiązek szukać rozwiązania swoich problemów, wykorzystując wszelkie dostępne zasoby i środki. Niestety – w społeczeństwach cywilizowanych do dzisiaj pokutuje niezdrowe przekonanie, że człowiek zwracający się o pomoc do psychologa czy psychiatry jest osobą słabą, nie radzącą sobie. Przekonanie to, powoli ale skutecznie, zmienia się zresztą, podobnie jak zmienia się epidemiologia zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Problemy natury psychologicznej w cywilizowanym świecie stają się coraz bardziej powszechne, coraz częściej też ludzie sięgają po pomoc specjalistyczną. Na przestrzeni dziejów ludzkiego gatunku nieodłączne problemy życia codziennego zawsze skłaniały ludzi do zwracania się o radę czy wsparcie do jednostek w udzielaniu rad i wsparcia wyspecjalizowanych, niezależnie od tego, czy osobą taką był szaman plemienny, ksiądz, lekarz czy psycholog.

W razie jednak, gdy człowiek w życiu codziennym radzi sobie nieźle, a pomimo tego jest zaniepokojony stanem swoich władz umysłowych, warto poznać podstawowy zestaw powszechnych i popularnych, drobnych dysfunkcji psychologicznych, nie będących wskazaniem do poszukiwania wsparcia specjalistycznego. W dalszej części artykułu zawarto opis i ogólną analizę takich stanów.

Złudzenia zmysłowe

Ludzki system poznawczy jest wysoce zaawansowanym biologicznie mechanizmem, w normalnych warunkach umożliwiającym orientację w otaczającym świecie, gromadzenie i przechowywanie wiedzy na jego temat oraz aktywne i twórcze działanie. Za ostateczny odbiór i analizę wszelkich płynących ze świata zewnętrznego informacji odpowiedzialny jest ośrodkowy układ nerwowy (OUN). Pełni on rolę centralnego zarządcy i kontrolera wszelkich innych, wchodzących w skład ludzkiego organizmu układów i metaforycznie można powiedzieć, że stanowi odpowiednik procesora w komputerze multimedialnym. Narządy zmysłów stanowią pierwszą bramkę, przez którą przechodzi każda płynąca ze świata fizycznego informacja. Zarówno w samej informacji, jak i w pracy narządów zmysłów oraz samego układu nerwowego zdarzają się drobne nieprawidłowości i przekłamania, które skutkują tym, że powstające w OUN wrażenie nie do końca odpowiada zdarzeniu czy zjawisku, jakie zaszło w świecie rzeczywistym. W taki sposób powstają rozmaite złudzenia – wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe czy smakowe. W przypadku człowieka zdrowego psychicznie prędzej czy później (zazwyczaj zresztą prędzej, niż później) następuje krytyczna refleksja i konstatacja, że zaobserwowane zjawisko było tylko złudzeniem, rzeczywistość zaś ma się zgoła inaczej. Zdrowy układ nerwowy jest poza tym wyposażony w zaawansowane mechanizmy kontrolne i korekcyjne, umożliwiające stałe, bieżące ocenianie rzeczywistości zmysłowej i skuteczne odróżnianie prawdy od fałszu. Dość wdzięcznym przykładem tego procesu jest zjawisko perspektywy – wszyscy wiedzą, że stojący na końcu długiej ulicy wujek Waldek nie zmalał nagle i że tak samo, jak zawsze, ma 180 cm wzrostu. To, że wygląda na mniejszego, wynika z naturalnych praw optyki.     

Warto tutaj poczynić istotne rozróżnienie pomiędzy złudzeniem, a halucynacją (omamem). Złudzenie jest natychmiast jednoznacznie oceniane jako złudzenie, halucynacjom zaś nie towarzyszy krytyczny osąd, prowadzący do przekonania o ich nieprawdziwości. Nieco anegdotycznie powiedzieć można, że pacjent skarżący się lekarzowi „Panie doktorze, mam dziwne halucynacje”, tak naprawdę najprawdopodobniej nie doświadcza omamów.

Do najpowszechniej występujących złudzeń należą bez wątpienia złudzenia wzrokowe. Liczne rodzaje najpowszechniejszych „przywidzeń” znane są najprawdopodobniej każdemu z życia codziennego. Wystarczy podać przykład złudzenia kałuży wodnej na suchej drodze, częstego zwłaszcza w słoneczną pogodę. Z pewnej odległości wydaje się czasem, że na drodze znajduje się kałuża, w której nawet jak w lustrze odbijają się pobliskie przedmioty. Im bliżej owej „kałuży”, tym wyraźniej widać, że droga jest sucha i czysta. Wrażenie to spowodowane jest szczególnym zjawiskiem optycznym i jest doskonałym przykładem złudzenia wzrokowego, co do którego ludzie pozostają zazwyczaj krytyczni.

Inną kategorią niezwykłych zjawisk wzrokowych są tzw. powidoki. Jako przykład można podać wrażenie optyczne powstające bezpośrednio po spojrzeniu wprost na świecącą żarówkę – długo potem w polu widzenia utrzymuje się jasny i wyraźny obraz żarzącego się łuczywa. Zjawisko to jest najprawdopodobniej spowodowane pewną bezwładnością procesów nerwowych – silne pobudzenie wzrokowych narządów zmysłowych utrzymuje się przez jakiś czas po ustaniu bezpośredniej stymulacji bodźcowej. Szczególnym przykładem powidoku jest wrażenie przemieszczania się nieruchomego otoczenia, jeśli obserwator siedzi w pojeździe, który zatrzymał się po długim czasie ruchu. Można tego doświadczyć zwłaszcza w pociągu – jeżeli pasażer przez dłuższy czas obserwował otoczenie za oknem, po zatrzymaniu się pociągu na stacji odnosi wrażenie, że ziemia i inne widoczne elementy krajobrazu przemieszczają się w kierunku przeciwnym do tego, w którym poruszał się pociąg. Innych przykładów złudzeń wzrokowych można by podać wiele.

W codziennym życiu złudzeń doświadczamy także ze strony zmysłów innych, niż wzrok. Niewątpliwie każdemu zdarza się słyszeć dziwne dźwięki, melodię lub odgłosy przypominające rozmowę, podczas gdy w najbliższym otoczeniu brak jest źródeł mogących generować bodźce tego rodzaju. Podobnie, jak złudzenia wzrokowe, zjawiska takie są normalnym stanem fizjologicznym i nie powinny nikogo niepokoić. Tak samo jest z drobnymi wrażeniami dotykowymi, węchowymi czy smakowymi. Należy pamiętać, że w układzie nerwowym każdy z nas nosi stale ze sobą nieskończoną niemal liczbę zakodowanych informacji, na przykład na temat smaku i zapachu potraw czy substancji chemicznych i że wrażenie tak naprawdę nigdy nie powstaje w ustach, w nosie czy na skórze, ale zawsze w odbiorczych i kojarzeniowych obszarach ośrodkowego układu nerwowego. W związku z powyższym nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której pewne okolice kory mózgowej z różnych przyczyn generują spontaniczną aktywność elektryczną. Wrażenie powstaje wówczas zupełnie niezależnie od cech obiektywnej, otaczającej w tym momencie człowieka rzeczywistości zmysłowej. Z tematem tym łączy się także temat tzw. synestezji, czyli przenikania się zmysłów. Na potrzeby tego fragmentu rozważań wystarczy zwrócić uwagę na przypadki, kiedy widząc zdjęcie znanej potrawy przez ułamek sekundy czujemy jej zapach, a nawet smak. Jest to doskonały przykład wpływu bodźców wzrokowych na wrażenia smakowe i zapachowe. Wrażenie zapachu i smaku powstaje tu zupełnie bez obecności substancji chemicznych, które w normalnej sytuacji uzasadniałyby przeżywane odczucia zmysłowe.

Zjawisko deprywacji sensorycznej. W tym miejscu warto pokrótce opisać zjawisko tzw. deprywacji sensorycznej (zmysłowej). Do zachowania poprawnego poziomu funkcjonowania ludzki układ nerwowy potrzebuje w każdym momencie swego istnienia pewnej zdrowej dozy stymulacji bodźcowej. Pozbawiony tej stymulacji zaczyna wykazywać nieprawidłowości działania i przypuszcza się, że podlegając deprywacji sensorycznej, czyli napotykając warunki monotonne i ubogie bodźcowo, zaczyna wytwarzać własną, wewnętrzną stymulację, odbieraną na poziomie świadomości jako wrażenia płynące z zewnątrz. Mówiąc wprost – jeżeli zdrowemu człowiekowi na wiele godzin zawiązać oczy lub umieścić go w pomieszczeniu całkowicie zaciemnionym, po pewnym czasie zacznie on doznawać halucynacji wzrokowych. Doznania te bywają tak żywe, że osoba je przeżywająca pozostaje wobec nich bezkrytyczna i z tego punktu widzenia można rzeczywiście mówić o omamach w pełnym tego słowa znaczeniu. Przypuszcza się, że zjawisko to wynika z obronnych mechanizmów układu nerwowego, który wytwarza sztuczne wrażenia zmysłowe celem podtrzymania aktywności i homeostazy (równowagi) czynnościowej w obrębie własnych struktur. Po powrocie do normalnych warunków bodźcowych układ nerwowy człowieka poddanego deprywacji sensorycznej wraca do prawidłowego funkcjonowania.

Ze zjawiska deprywacji sensorycznej wynikają najprawdopodobniej dobrze znane zawodowym kierowcom przypadki halucynacji wzrokowych przeżywanych przez nich na drodze. Po kilku (kilkunastu) godzinach monotonnej jazdy w ubogich bodźcowo warunkach, na przykład w nocy na autostradzie, kierowca miewa czasem niezwykłe wrażenie, że na drodze pojawiają się rozmaite przedmioty lub nawet ludzie. Znajomy kierowca ciężarówki opowiadał mi kiedyś, jak zmęczony długą i nudną jazdą samochodem, zbliżając się do skrzyżowania z przerażeniem zaczął gwałtownie hamować przed stojącą na światłach białą Zastawą. Wyhamowawszy z najwyższym zdumieniem skonstatował, że nie tylko nigdzie w pobliżu nie ma białej Zastawy, ale że jest całkowicie sam na pustej drodze. Jest to dość niecodzienny, lecz nie patologiczny objaw, wyraźnie wskazujący na konieczność przerwania jazdy i podjęcia co najmniej kilkugodzinnego odpoczynku. Inny znajomy, znany psycholog akademicki, opowiadał kiedyś o złudzeniach czy nawet halucynacjach, jakich doznawał po kilku dniach samotności w nieco monotonnym krajobrazowo środowisku górskim. Spragniony ludzkiej bliskości i towarzystwa nie mógł oprzeć się ciągle powracającemu wrażeniu, że w pobliżu słychać wesołe rozmowy wędrujących turystów, co niezmiennie okazywało się niezgodne z prawdą.

Życzeniowe zabarwienie spostrzeżeń. Warto wspomnieć o jeszcze jednym niegroźnym, choć może trochę niezwykłym, związanym ze spostrzeganiem zjawisku. Zjawisko to nazywam życzeniowym zabarwieniem spostrzeżeń. Zdarza się nader często, że człowiek bardzo niecierpliwie na coś czeka lub usilnie czegoś pragnie. Myśli koncentrują się wtedy na przedmiocie pożądania czy oczekiwania i wówczas proces spostrzegania ulega specyficznemu zniekształceniu – mianowicie każda informacja zmysłowa, docierająca do świadomości, zdaje się nieść ze sobą treści dotyczące tego, na czym osoba się koncentruje. Przypuśćmy, że zakochany do szaleństwa młodzieniec czeka w centrum miasta na swoją dziewczynę. Wygląda jej niecierpliwie i każda wychodząca zza rogu kobieta zrazu wydaje mu się tą, która zdominowała jego życie. Z większej odległości, w pewnych warunkach nawet nadchodzący, wąsaty mężczyzna może być wzięty za ukochaną (w tej sytuacji pragnienie przywitania ukochanej naprawdę musi być skrajnie silne!). Zjawisko to występuje bardzo często, kiedy w obcym mieście człowiek usiłuje znaleźć jakieś miejsce – na przykład sklep motoryzacyjny. Zdarza się wtedy, że każdy widziany szyld sklepu czy zakładu usługowego wydaje się być tym szukanym, co często okazuje się przekonaniem błędnym. Życzeniowe zabarwienie spostrzegania jest dobrym przykładem tego, jak dyspozycje wewnętrzne (poznawcze i emocjonalne), mogą zniekształcać wrażenia płynące z realnej, obiektywnej rzeczywistości. Zjawisko to ma bardzo istotne znaczenie dla wielu dziedzin nauk społecznych, np. psychologii zeznań świadków. Efekt taki dotyczy zresztą nie tylko zmysłu wzroku – podobnym zniekształceniom może ulegać materiał słuchowy i pewnie w określonych warunkach także związany z innymi zmysłami. W przypadku słuchu przykładem może być sytuacja, w której dana osoba pragnie usłyszeć ulubiony, dawno nie słyszany utwór muzyczny. Zdarza się czasem, że słuchając źle dostrojonego lub znacznie oddalonego radia, każdą nadawaną piosenkę z początku uznaje za tę, na którą czeka – jej system poznawczy zniekształca więc docierające dźwięki zgodnie z odczuwaną w danym momencie potrzebą.

Podsumowując należy wyraźnie podkreślić, że wszelkie opisane zjawiska, mimo, iż niecodzienne a nawet nieco dziwne, pozostają zazwyczaj w granicach psychologicznej normy, jeżeli tylko towarzyszy im krytyczny osąd, a przeżywająca je osoba traktuje je z niezbędnym dystansem i zdaje sobie sprawę z ich nierealności.

Złudzenia mogą dotyczyć nie tylko zewnętrznego materiału zmysłowego. Układ nerwowy odbiera bowiem i przetwarza także informacje zmysłowe pochodzące z wnętrza ciała (zmysł propriocepcji, zmysł kinestezji, równowagi). Dzięki temu wiadomo na bieżąco, co dzieje się w organizmie, jak położone są względem siebie poszczególne jego części itd. Należy pamiętać, że zaburzenia w odbiorze informacji dotyczących własnego ciała mogą być istotnym sygnałem zaburzeń psychicznych, zwłaszcza, jeśli dana osoba nabiera przekonania o radykalnych zmianach w obrębie narządów wewnętrznych, o zmianie ich liczby, jakości itd. Dla przykładu – w schizofrenii zdarzają się tzw. objawy cenestopatyczne – pacjentowi wydaje się, że brakuje mu jakichś organów albo że organy istniejące zmieniły swój kształt, liczbę, stan skupienia, sprawność funkcjonowania. W odróżnieniu od wcześniej opisanych, popularnych złudzeń zmysłowych, objawy takie są sygnałem poważnym i niepokojącym. Wymagają bezwzględnej konsultacji lekarskiej.

Przejściowe stany osłabienia sprawności intelektualnej

Niezależnie od tego, jak wysoki iloraz inteligencji ma ktokolwiek, bez wątpienia każdy człowiek miewa lepsze i gorsze dni. Oznacza to, ze nawet najwybitniejszym intelektualistom zdarzają się momenty obniżenia sprawności poznawczej, a najbardziej płodnym twórcom – dni twórczej niemocy. W obecnych, niezdrowych czasach niezwykle trudno jest na co dzień dysponować pełnią sił intelektualnych i niezmiennie imponować błyskotliwą elokwencją. W porównaniu ze swoimi przodkami człowiek dysponuje dziś o wiele szerszą i doskonalszą wiedzą na temat wszechświata, nierównie łatwiejszym dostępem do wszelkich informacji i znacznie szerszymi możliwościami wykorzystania posiadanych zasobów informacyjnych. Z drugiej strony – ludzkie mózgi podlegają nieporównywalnie większym obciążeniom i to nie tylko w związku z nadmiarem wiedzy, jaką należy zgromadzić, lecz przede wszystkim z uwagi na wielość bodźców i wrażeń, jakie człowiek odbiera każdego dnia i każdej godziny. W poprzednim podrozdziale opisano zjawisko związanej z monotonią i nudą deprywacji sensorycznej, w tym miejscu należy zaś wspomnieć o zjawisku przeciwnym – o przeciążeniu systemu poznawczego przez nadmiar niepotrzebnej stymulacji.

Przeciążenie poznawcze. Zjawisko hamowania ochronnego. Ludzki układ nerwowy musi być pobudzany i, aby zachować plastyczność, reaktywność i zdrowie, musi pracować na pewnym poziomie aktywności. Należy jednak pamiętać, że dla układu nerwowego istnieje pewne optimum stymulacji, zapewniające prawidłową pracę poszczególnych jego struktur. Zarówno zbyt słabe, jak i zbyt silne pobudzenie prowadzi do uruchamiania rozmaitych procesów obronnych. W przypadku deprywacji sensorycznej są to procesy opisane w poprzednim podrozdziale. W przypadku przeciążenia układu nerwowego nadmierną stymulacją bodźcową uruchamiane są mechanizmy tzw. hamowania ochronnego. Bywa, że pacjenci pytają, dlaczego w sytuacji silnego, przewlekłego stresu, kiedy wydaje im się, że nie uniosą już dłużej ciężaru problemów i że za chwilę nieuchronnie nastąpi katastrofa (zazwyczaj w postaci choroby psychicznej – „jeszcze moment i nie wytrzymam, zwariuję!”), doznają nagle uczucia zupełnej obojętności, a nawet rozluźnienia, relaksacji, dystansu do całej sytuacji. Jedno z wyjaśnień brzmi: ponieważ komórki kory mózgowej znajdują się w fazie hamowania ochronnego. Ujmując rzecz prościej – ponieważ układ nerwowy jest układem elektrycznym, musi istnieć coś w rodzaju bezpiecznika, chroniącego struktury nerwowe przed uszkodzeniem lub destrukcją na skutek przeciążenia. W sytuacji, gdy pobudzenie komórek jest zbyt duże i istnieje ryzyko ich uszkodzenia, następuje mechanizm hamowania ochronnego i pobudzenie w obrębie układu nerwowego niemal natychmiast spada. Na poziomie świadomości jest to odbierane jako uczucie nieoczekiwanej relaksacji i luzu psychicznego. Stan ten błogi trwa jednak zazwyczaj tylko przez jakiś czas i po okresie niezbędnego odpoczynku pobudzenie wzrasta znowu, chyba, że sytuacja trudna ulega zmianie lub też pobudzenie zostaje obniżone w inny sposób (za pomocą leków, używek, ćwiczeń relaksacyjnych itp.).

Jeżeli do stanów przeciążenia dochodzi zbyt często, spadają w układzie nerwowym możliwości przetwarzania dostarczanej stymulacji, bo układ nerwowy, jak każdy układ biologiczny, ma prawo bywać i bywa zmęczony. W związku z faktem, że wszyscy ludzie bywają narażeni na nadmiar stymulacji bodźcowej (i to w zakresie każdego ze zmysłów), nie należy dziwić się okresom zmęczenia, manifestującego się właśnie pogorszoną sprawnością systemu poznawczego. Owa niemoc poznawcza zazwyczaj następuje i jest najwyraźniej odczuwalna w zakresie takich funkcji, jak uwaga lub pamięć dowolna. Wynika to w prosty sposób z faktu, że właśnie te procesy umysłowe są najczęściej i najpowszechniej wykorzystywane w życiu codziennym. W chwilach zmęczenia i przeciążenia można więc zauważyć obniżenie zdolności koncentracji uwagi. Jest ona bardziej podatna na rozproszenie (dystrakcję), a więc trudno jest skupić się na ważnych problemach, spadają możliwości przetwarzania danych i wydajność filtru informacji. W skrajnych przypadkach wyczerpania umysłowego dochodzi nawet do stanów tak niepokojących, że pojawiają się racjonalne i wynikające z instynktu samozachowawczego obawy o własne zdrowie psychiczne. Zgodnie z zasadami higieny psychicznej w miarę możliwości nie należy do tak ekstremalnych sytuacji dopuszczać zbyt często. Postulat ten bywa jednak postulatem trudnym do spełnienia. W opisanych warunkach zaburzony jest często również proces poprawnego zapamiętywania informacji – stan ten wynika wprost z opisanych powyżej nerwowych mechanizmów obronnych, bowiem system poznawczy w sposób naturalny chroni się przed dalszym, niebezpiecznym przeciążeniem bodźcowym. Czym jest stymulacyjne przeciążenie wie doskonale każdy, kto rzadko bywa w mieście, a nagle ma wątpliwą przyjemność spędzić kilka godzin w ruchliwym, zatłoczonym centrum. Pod koniec dnia następuje przykre uczucie szczególnego zmęczenia i wyczerpania, często bez uzasadnienia w postaci podjętego, nadmiernego wysiłku czy jakichś wyjątkowo traumatycznych przeżyć.   

Pacjenci lub osoby zgłaszające się do konsultacji psychologicznej często zadają pytanie, w jaki sposób można poprawić poziom funkcjonowania pamięci dowolnej, ponieważ wydaje im się, że ich własne codzienne problemy z zapamiętywaniem zakrawają już u na patologię. W rzeczywistości należy zdawać sobie sprawę, że wymaganiom dzisiejszej codzienności coraz częściej ciężko jest sprostać i nie wynika to z obniżonej sprawności intelektualnej czy z braku umiejętności radzenia sobie, lecz raczej z trudnych do opanowania warunków, w jakich współczesny człowiek funkcjonuje. Porównywanie się z przodkami na zasadzie: „Ech, mój dziadek w wieku lat osiemdziesięciu miał lepszą pamięć, niż ja przed czterdziestką” jest więc porównaniem w dużej mierze niepoprawnym, ponieważ dziadek, żyjąc w warunkach dzisiejszych, miałby zapewne „dużo słabszą pamięć”. W takich sytuacjach zazwyczaj polecam więc chwalebny i skuteczny, a genialny w swej prostocie nawyk notowania wszelkich istotnych informacji, co do których istnieje uzasadniona obawa, że w natłoku spraw mogą zostać zapomniane.

Coraz powszechniejsze problemy z funkcjonowaniem intelektualnym są zresztą zjawiskiem bardzo złożonym i wielowarstwowym, ponieważ na ogólną kondycję poznawczą ma wpływ ogromna liczba powiązanych wzajemnymi zależnościami czynników (ogólny stan zdrowia, dieta, warunki życiowe, wyjściowy poziom inteligencji i określony trening mentalny lub jego brak itp.). 

Drobne zaburzenia nastroju

Niewiele jest osób, które zawsze cieszyłyby się dobrym humorem, podobnie jak nie istnieją osoby wiecznie smutne i depresyjne. Pomimo, iż bywają ludzie zazwyczaj weseli, inni zaś mają tendencję do ciągłego smutku i przygnębienia, każdemu zdarzają się momenty gorszego i lepszego samopoczucia. Warto podkreślić, że subiektywne poczucie szczęścia jest tak naprawdę bardziej dyspozycją osobowościową, niż funkcją rzeczywistej sytuacji życiowej. Innymi słowy, bywają osoby szczęśliwe pomimo trudnych, nieraz wręcz beznadziejnych warunków egzystencji i odwrotnie – ludzie mający, zdawałoby się, wszelkie dane do bezgranicznej szczęśliwości, a wiecznie skwaszeni i nieszczęśliwi.

Wahania nastroju w pewnym zakresie klinicznego kontinuum depresja–mania należą do normalnych zjawisk w życiu każdego człowieka. Stany takie mogą pojawiać się na skutek najróżniejszych przyczyn. Do najpowszechniejszych należą tzw. reaktywne (a więc w reakcji na konkretne zdarzenie, stan rzeczy) zaburzenia nastroju. Są to okresy przygnębienia lub przeciwnie – radości, pojawiające się w odpowiedzi na określone zmiany w otoczeniu i jako takie, jeżeli tylko do sytuacji adekwatne, są zapewne najzupełniej zrozumiałe i nie wymagają dodatkowych wyjaśnień.

Sprawa komplikuje się, kiedy do zmian nastroju dochodzi bez żadnych uchwytnych i wyraźnych przyczyn. Zwykle bywa zresztą tak, że przyczyny są możliwe do ustalenia w drodze nieco bardziej wnikliwej analizy i nie jest do tego potrzebna interwencja czy pomoc specjalisty. Do najpowszechniejszych źródeł takich wahań należą niewątpliwie: przemęczenie, choroby somatyczne (fizyczne), czasami jeszcze nie zdiagnozowane, drobne nieprawidłowości neurohormonalne (przykład typowy – kobiecy nastrój przed czy w czasie menstruacji), stany po nadużyciu środków psychoaktywnych, reakcja na niesprzyjające warunki biometeorologiczne czy zmianę pory roku, nieuświadomione i nie rozwiązane problemy psychologiczne, wegetatywne zmiany czynnościowe w obrębie autonomicznego układu nerwowego i wiele innych.

Jak w przypadku całego psychopatologicznego bałaganu, również w przypadku zaburzeń nastroju nie należy wpadać w panikę, dopóki nastrój nie wykracza dramatycznie poza ramy zwykłego, codziennego funkcjonowania. Wśród pacjentów nietrudno zauważyć tendencję do natychmiastowego stawiania samemu sobie diagnozy „depresji”, kiedy tylko nastrój podejrzanie długo jest obniżony. W rzeczywistości depresja jako taka, poza oczywiście znaczeniem potocznym, jest poważnym stanem patologicznym, chorobą wymagającą szybkiej i zdecydowanej interwencji medycznej. Nastrój człowieka chorującego na depresję jest permanentnie i dramatycznie obniżony – spada niepomiernie poziom zwykłej aktywności, zanika radość życia i umiejętność cieszenia się czymkolwiek, zamiera napęd życiowy i motywacja, pojawiają się często myśli i tendencje, a nawet próby samobójcze. Stan ten jest stanem przewlekłym i niejednokrotnie trudnym do opanowania, nawet pomimo leczenia z zastosowaniem najnowszych zdobyczy psychofarmakologii. Należy więc pamiętać, że od zwykłego smutku i przygnębienia do rozpoznania depresji jest zazwyczaj daleko.

Depresja szczytu. Dość popularnym i całkiem prawidłowym zjawiskiem jest doświadczanie tzw. „depresji szczytu”. Objaw ten polega na przeżywaniu paradoksalnego poczucia przygnębienia i smutku w sytuacji, kiedy osiąga się jakiś ważny sukces, będący często rezultatem długotrwałych wysiłków i starań. W momencie następującym tuż po długo oczekiwanej realizacji zamierzonego celu następuje czasem uczucie pustki, zagubienia lub wręcz beznadziei. Warto wówczas zdawać sobie sprawę, że depresja szczytu, mimo poważnie brzmiącej nazwy zwyczajowej, jest zjawiskiem normalnym i przemijającym.

Objawy nerwicowe

W sytuacjach trudnych każdemu zdarza się przeżywać objawy z kręgu nerwicowych. Podłożem wszelkich zaburzeń o tym charakterze jest rozmaicie przeżywany i wyrażający się lęk. Bywa więc, że człowiek czuje się trochę przestraszony bez widocznego powodu, jest niespokojny, nie może znaleźć sobie miejsca i jeszcze przy okazji wszystko go wkurza. Zdarza się przy tym, że pobolewa głowa, kręgosłup, rozstrojony jest żołądek, obecne są problemy z zasypianiem. Wszystko to są objawy nerwicowe i zwyczajowo, potocznie mówi się wówczas o „nerwicy”. Lecz podobnie, jak w przypadku przygnębienia i obniżenia nastroju nie rozpoznaje się na dzień dobry depresji, tak w przypadku wymienionych dysfunkcji psychicznych i psychosomatycznych nie należy od razu podejrzewać u siebie nerwicy. W gruncie rzeczy nerwica jest stanem głęboko utrwalonej skłonności do reagowania lękiem w większości sytuacji życiowych i jako taka wymaga interwencji specjalistycznej. Należy podchodzić z odpowiednim dystansem do objawów nerwicowych, które od czasu do czasu zdarzają się każdemu.

Na temat natury zjawiska lęku przeczytasz w artykule O lęku słów kilka 

Do kategorii objawów nerwicowych należą również tzw. natręctwa. O natręctwach mówi się, jeśli danej osobie towarzyszą uporczywe, trudne do odpędzenia myśli, zazwyczaj dotyczące jakiegoś pojedynczego tematu. Dla przykładu – ktoś stale martwi się, czy wychodząc z domu zamknął drzwi, wyłączył żelazko, zakręcił gaz itd. Obawy te nie ustępują pomimo nawet wielokrotnego sprawdzenia stanu faktycznego. Do kategorii natręctw zalicza się również odczuwany przymus bezsensownego liczenia jakichś przedmiotów, na przykład mijanych drzew przy drodze, czy też przymus wykonywania lub powstrzymywania się od jakichś bezsensownych czynności – na przykład unikanie deptania po przerwach między płytami chodnika (czynności przymusowe to właściwie tzw. kompulsje). Częstym natręctwem jest zjawisko nucenia w kółko jakiejś znanej melodii, powracania w myślach do jakiegoś pojęcia czy pojedynczego słowa. Objawy te mają często to do siebie, że im bardziej zdecydowanie staramy się ich pozbyć, tym bardziej natrętnie do nas wracają.


Natręctwa o delikatnym i nieszkodliwym nasileniu zdarzają się czasami każdemu. W swej poważniejszej, klinicznej formie są elementem nerwicy obsesyjno – kompulsywnej (nerwicy natręctw, anankastycznej) i wówczas wymagają leczenia specjalistycznego.

Objawy podobne do psychotycznych

Wśród powszechnych, drobnych zaburzeń psychologicznego funkcjonowania spotyka się także nierzadko objawy treściowo podobne do objawów choroby psychicznej. Nie należy zapominać, że różnica pomiędzy osobą zdrową, a zaburzoną psychicznie, jest zwykle głównie ilościowa (przeczytasz o tym w artykule Podstawowe prawa psychopatologii) można więc spodziewać się, że u osoby nie ujawniającej symptomów psychozy obecna będzie czasami pewna ich namiastka, zwłaszcza w chwilach pogorszenia ogólnej kondycji psychologicznej.

Do najczęściej spotykanych u ludzi zdrowych objawów podobnych do psychotycznych należą:

nastawienie ksobne (odnoszące) – zdrowy człowiek podlegający permanentnemu stresowi, wyczerpany i zirytowany trudną sytuacją życiową odnosi czasem wrażenie, że wszystko, co dzieje się wokół niego w jakiś sposób odnosi się do jego osoby. Przypadkowe uśmiechy, docierające na ulicy strzępki rozmów, a nawet informacje z prasy czy telewizji wydać mu się mogą dziwnie związane z jego sytuacją, celowo i złośliwie skierowane przeciwko niemu. W takich sytuacjach mówi się o nastawieniu ksobnym (inaczej odnoszącym). Z mniejszym lub większym natężeniem objaw ten może być obecny u każdego, częsty jest jednak zwłaszcza u osób szczególnie chwiejnych emocjonalnie. Dopóki towarzyszy mu krytyczna ocena i analiza prowadząca do korekty wadliwego odbioru rzeczywistości nie należy mówić o objawie psychotycznym, który u osoby chorej urasta do rozmiaru urojeń. Warto także podkreślić, że osoba znajdująca się w trudnej sytuacji wykazuje zazwyczaj tendencje do mniej lub bardziej świadomego poszukiwania w otoczeniu informacji związanych z własnym problemem. Stąd więc i przekonanie, że wiele z neutralnych w istocie zdarzeń w otoczeniu w jakiś sposób do tej sytuacji się odnosi.

ambiwalencja emocjonalna – niewątpliwie każdemu zdarza się przeżywać ambiwalentny stosunek do sytuacji, jakiegoś zjawiska czy przedmiotu uczuć. Mawia się wówczas na przykład, że coś lub kogoś jest jednocześnie kochane i nienawidzone. Zjawisko i pojęcie ambiwalencji ma niezwykle szerokie zastosowanie w psychologii klinicznej, i nie tylko. W tym miejscu warto podkreślić, że w rozsądnych granicach ambiwalencja jest zjawiskiem naturalnym i niegroźnym. Poczucie różnowartościowości uczuć w stosunku do jednego obiektu bywa źródłem nieprzyjemnego, czasem wręcz trudnego do zniesienia dysonansu. W związku jednak z faktem, że rzeczywistość jest niezwykle wielobarwna, a każde zdarzenie ma zazwyczaj swoje dobre i złe strony, nie należy poczuciem takim zbytnio się przejmować. Innymi słowy – każdy kij ma dwa końce, zaś w stosunku do każdego z tych końców człowiek ma prawo odczuwać różne, nawet przeciwstawne emocje.

W tym zakresie różnicę zachodzącą pomiędzy osobą zdrową i chorą psychicznie wyjaśnia się czasem wskazując na fakt, że u osoby zdrowej występować mogą naprzemiennie dwie, przeciwstawne emocje w stosunku do jednego obiektu, zaś osoba ta jest w stanie tolerować tę sytuację bez większej szkody dla osobowości i samopoczucia. U osoby chorej psychicznie obecna jest natomiast jedna emocja o dwóch, przeciwstawnych znakach. Bez wątpienia osobie nie zaburzonej psychicznie ciężko jest intuicyjnie tę różnicę pojąć.

Pomimo, iż ambiwalencja podawana jest zazwyczaj jako jeden z podstawowych objawów schizofrenii, w praktyce klinicznej nietrudno zauważyć, że mniej nasilone tendencje do przeżywania przeciwstawnych emocji są bardzo wyraźnie obecne w zaburzeniach nerwicowych.

– złudzenia, czasem na krawędzi halucynacji – opisane szczegółowo w jednym z poprzednich podrozdziałów.

– zjawiska przysenne i międzysenne – znajdując się na krawędzi czuwania i snu fizjologicznego człowiek doznaje czasami stanów do złudzenia przypominających ostre stany psychotyczne. Po pierwsze – w fazie zasypiania stopniowo spada dyscyplina rozumowania, trudno jest utrzymać tok myśli na zamierzonym torze, wątki myślowe mieszają się i ulegają dziwacznym zniekształceniom. Po drugie – pojawiają się doznania jakościowo niezwykle podobne do omamów – obecne są więc dźwięki i obrazy nie mające zgoła nic wspólnego z rzeczywistością. Podobnie rzecz ma się z objawami występującymi pomiędzy poszczególnymi fazami snu (międzysennymi), kiedy pomimo pozornej przytomności człowiek śni nadal, przeżywając w marzeniu sennym niezwykłe zdarzenia, dźwięki i obrazy. Jest to bodaj jedyna naturalna sytuacja, w której człowiek zdrowy może w sposób dosadny przekonać się, co czuje człowiek chory psychicznie, stale przeżywający uporczywe halucynacje. Łatwo wówczas zrozumieć, jak trudnym do zniesienia cierpieniem nacechowana jest prawdziwa choroba psychiczna.

– monologi w samotności, czyli „panie doktorze, ja gadam do siebie – spokojnie! Chyba każdemu zdarza się „mówić do siebie”, czyli formułować myśli na głos, nawet w całkowitej samotności. Niektóre osoby mają nawet stały zwyczaj „rozmawiania ze sobą”. Należy wyraźnie odróżnić to zjawisko od sytuacji, w której osoba chora psychicznie mówi w odpowiedzi na nękające ją halucynacje słuchowe, prowadząc dialog ze słyszanymi przez siebie głosami omamowymi.

Nagłe, niekontrolowane wybuchy złości, napady agresji, zachowania agresywne

W sytuacji długotrwałego obciążenia emocjonalnego na skutek jakiegoś poważnego problemu można mieć do czynienia ze stałym wzrostem pobudzenia nerwowego, aż do granicy wytrzymałości. Podobnie, jak tama spiętrzająca wodę, również ludzkie mechanizmy samokontroli emocjonalnej i behawioralnej mają swoją określoną wytrzymałość, zaś wytrzymałość każdego mechanizmu jest z natury rzeczy ograniczona. Jeżeli poziom stymulacji przekracza pewien określony próg może dojść do załamania się osobowościowych barier zabezpieczających. Zdarza się wówczas, że osoba podlegająca skrajnemu obciążeniu emocjonalnemu reaguje nagłym, nieracjonalnym wybuchem złości i agresji słownej a nawet, rzec można, zbrojnej. Podobnie rzecz ma się w przypadku tzw. „kumulacji drobnych utrapień”, kiedy na człowieka spada nagle niezwykła liczba niedużych, ale męczących i upierdliwych problemów.