Psychologiczna opinia sądowa na zlecenie prywatne

Biegły sądowy to specjalista z jakiejś dziedziny, sporządzający dla sądu ekspertyzę i opinię w konkretnej sprawie i w zakresie swoich specjalistycznych kwalifikacji. W teorii sąd, aby podjąć możliwie słuszną decyzję, potrzebuje biegłych z powodów zupełnie oczywistych – po prostu nie dysponuje profesjonalną wiedzą z zakresu dyscyplin nie związanych z samym prawem i jego praktyką. Wynika to z prostego założenia, że sędzia nie zna się na wielu rzeczach mających znaczenie dla konkretnej sprawy sądowej. Jeśli rozstrzygnięcie problemu wymaga zasięgnięcia wiadomości specjalnych, sąd powołuje więc biegłego sądowego z określonej dziedziny.


Teoretycznie można wyobrazić sobie, że w ramach toczących się postępowań znaczenie mogą mieć informacje specjalne właściwie z każdego obszaru tematycznego. Z tego punktu widzenia biegłym sądowym w pewnych warunkach może zostać przedstawiciel dowolnego zawodu. Przykładowo – jeśli przedmiotem sprawy lub dowodem w niej jest zegarek, sąd w razie dotyczących zegarka wątpliwości może powołać biegłego zegarmistrza, choć takie rozwiązanie będzie raczej jednorazową, wyjątkową sytuacją. W praktyce biegli sądowi to zazwyczaj przedstawiciele kilku powtarzających się profesji – psychologowie, psychiatrzy i lekarze innych specjalności (przede wszystkim medycyny sądowej), specjaliści kryminalistyki, specjaliści od analizy wypadków drogowych, rzeczoznawcy w różnych zakresach itd. Osobną, specyficzną grupę stanowią sądowi tłumacze przysięgli (w pewnym sensie tłumacz również jest biegłym sądowym).   

W swojej praktyce sądowej spotkałem się z bardzo ciekawą, specjalistyczną i starannie opracowaną opinią meteorologiczną – w kontekście pewnej sprawy sądowi chodziło o ustalenie, czy w danym dniu, o danej godzinie, na danym terenie świadek mógł z określonej odległości rozpoznać twarz podejrzanego. Ekspertyza ta, wyczerpująca i bardzo starannie przygotowana, zrobiła na mnie duże wrażenie.      

Biegli sądowi to osoby specjalistycznie wykształcone w określonym kierunku, w miarę możliwości dające gwarancję szerokiej wiedzy, doświadczenia i ekspertywności. Biegłego sądowego w Polsce powołuje się na pięcioletnią kadencję (wówczas nazwisko biegłego trafia na specjalną, prowadzoną przez odpowiedni sąd okręgowy listę). Tacy specjaliści zostają zaprzysiężeni, a następnie występują w najróżniejszych sprawach na zlecenie sądu lub prokuratury.

Czasami sąd powołuje również biegłych ad hoc, czyli tylko do konkretnej sprawy, i biegły powołany w tym trybie wspiera sąd swoją wiedzą tak samo jak biegły z listy, tyle że do każdej ewentualnej sprawy musi być ponownie, na bieżąco zaprzysiężony. Biegłego sądowego sąd lub prokuratura powołuje z urzędu lub na wniosek stron procesowych.

Trzecią kategorię biegłych sądowych stanowią tzw. biegli instytucjonalni – takim biegłym jest instytucja (zazwyczaj naukowa), zatrudniająca specjalistów określonej dziedziny (albo różnych dziedzin). Typowym i najbardziej znanym w Polsce przykładem może być krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych.

Podstawową zasadą funkcjonowania każdego sądu jest z założenia jego bezstronność i obiektywizm. Mając najmniejsze nawet pojęcie o ludzkiej naturze i psychologii, można się spodziewać, że postulat ten jest wyjątkowo trudny do spełnienia. Z psychologicznego punktu widzenia nie istnieją ludzie bezstronni i nie jest możliwa ludzka bezstronność w jakiejkolwiek sprawie. Każde, najdrobniejsze nawet zdarzenie wywołuje określone emocje. Emocje (a obok nich – tysiące innych czynników) mają wpływ na spostrzeganie i ocenę sytuacji, a następnie na podejmowane decyzje i działania. Tym samym w psychologii pojęcie „obiektywny” w odniesieniu do ludzi używane jest jedynie umownie.  

W praktyce można jednak przyjąć, że wykonująca obowiązki sędziego czy prokuratora osoba, nie będąca emocjonalnie ani w żaden inny sposób zaangażowana w prowadzoną sprawę, gwarantuje przynajmniej dalece posuniętą bezstronność. Wymóg ten dotyczy wszystkich biorących udział w sprawie – aby możliwe było obiektywne i sprawiedliwe rozstrzygnięcie sprawy, osoby prowadzące ją nie mogą być w żaden sposób zaangażowane po żadnej ze stron.

Jednym z podstawowych wyznaczników procesu i trybu powoływania i pracy biegłych sądowych jest ten sam postulat. Biegły sądowy składa przyrzeczenie (sam takie swego czasu składałem), że powierzone mu obowiązki zobowiązuje się wykonywać „z pełną sumiennością i bezstronnością”. Z założeniem tym koresponduje obowiązek odmówienia wykonania czynności przez biegłego obawiającego się, że w konkretnej sprawie mógłby nie zachować bezstronności (bo na przykład którąś ze stron procesowych jest osoba należąca do jego bliższej czy dalszej rodziny).    

Psychologia jest nauką wspierającą tzw. „wymiar sprawiedliwości”. Z biegiem czasu specjalistów z zakresu psychologii powołuje się do coraz większej ilości spraw, czasami nawet tam, gdzie kompletnie nie ma to żadnego racjonalnego uzasadnienia. O psychologii sądowej będzie jednak innym razem.
Teoria teorią, a praktyka… jak zawsze.

W warunkach toczącego się postępowania sądowego strony procesowe mają prawo i możliwość składania najrozmaitszych materiałów dowodowych. Oczywiste jest, że każda ze stron usiłuje przedstawić silne argumenty na swoją korzyść. Czasami zdarza się, że osoba biorąca udział w procesie sądowym we własnym zakresie zasięga opinii biegłego sądowego. Inaczej mówiąc, zwraca się do biegłego z prośbą o wykonanie ekspertyzy na zlecenie prywatne. 

Jako przykład weźmy rozwód dwojga skłóconych małżonków. Mąż oskarża żonę o niewierność, żona zaś argumentuje, że mąż zaniedbywał ją, znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie… itd. Często jest tak, że obie strony nie przebierają w środkach i bez najmniejszych skrupułów wykorzystują każdą, najdrobniejszą możliwość zaszkodzenia procesowemu przeciwnikowi. Typowym pomysłem rozwodzących się osób jest chodzenie do psychologa już zawczasu, zanim w ogóle dojdzie do skierowania do sądu pozwu rozwodowego. Wówczas psycholog, katowany opowieściami o cierpieniach klienta (a czasem po prostu szczerze poinformowany, o co chodzi), zgodnie z wyobrażeniami uczestnika procesu ma za zadanie wypisać mu możliwie wstrząsającą opinię na temat fatalnego stanu psychicznego, jaki u niego stwierdza. Czasami zdarza się, że osoba biorąca udział w procesie sądowym szuka psychologa, który prywatnie, za określonym wynagrodzeniem, podejmie się napisania psychologicznej opinii sądowej. Zazwyczaj też takie sytuacje mają bardzo podobny scenariusz, na zasadzie: „panie, napisz mi pan tutaj, że mój mąż to totalny psychopata, pije, bije mnie i zdradza” albo: „moja żona to wariatka, niech pan mi to napisze, żebym miał dla sądu”, itd. Bardziej cwani „pokrzywdzeni” po prostu miesiącami wypłakują się pracownikom różnych instytucji, czasem również psychologowi, a potem nagle okazuje się, że „przy okazji” jest akurat potrzebny papier do sądu.  

Bezwzględną zasadą pracy biegłego winno być to, że biegły musi pozostawać całkowicie niezależny od stron procesowych. Jeśli biegłego sądowego z którąkolwiek ze stron łączy jakikolwiek interes (albo inne zależności), opinia takiego biegłego nadaje się do kosza. Jest tak z prostego powodu – praca na zlecenie strony procesowej z zasady stoi w sprzeczności z opisanym powyżej postulatem możliwej bezstronności i obiektywizmu. Żaden normalny sędzia nie przyjmie więc takiej opinii jako materiału dowodowego (o ile mi wiadomo, taka opinia, nawet z mocy prawa, po prostu nie może być dowodem). Aby ekspertyza miała swój procesowy sens, biegły musi zostać powołany przez sąd i pracować wyłącznie na jego zlecenie (nawet jednak od sądu biegły pozostaje niezależny i jest zawsze osobą lub instytucją zewnętrzną, nie związaną z samym sądem, wynagradzaną ze środków Skarbu Państwa). Nie może także podlegać jakimkolwiek naciskom i wpływom ze strony organów procesowych. 

Z najbardziej oczywistych powodów świadczenie przez psychologa tego typu usług jest więc zwykłym nadużyciem. Dlatego w tym miejscu wszystkie osoby, których może to dotyczyć, przestrzegam przed korzystaniem z pomocy psychologa oferującego pisanie sądowych opinii na zlecenie prywatne. W tej sytuacji dochodzi czasami do tragikomicznego wyścigu między stronami, kto przyniesie więcej papierków, będących przekonującym dowodem wstrząsającej, małżeńskiej martyrologii. Wówczas żona dostarcza dwie opinie, mąż w odpowiedzi trzy, żona cztery, a mąż pięć… itd. 
   
W każdym zawodzie znajdzie się osoba gotowa podjąć się każdego rodzaju usługi, zwłaszcza za określonym wynagrodzeniem. Czasami jednak „biegli” psychologowie zaskakują mnie nie cwaniactwem, ale zwykłym brakiem rozsądku czy umiejętności krytycznego myślenia. Zdarza się bowiem, że w sporządzonej opinii znajdują się treści co najmniej niepoważne.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: do psychologa trafia pani Anna Kowalska, opowiadająca o tym, jak to od wielu lat mąż psychicznie i fizycznie znęca się nad nią i dwójką dzieci. Zwykle jest tak, że osoba zgłaszająca się do specjalisty usiłuje sprawiać wrażenie bezbronnej, bestialsko maltretowanej ofiary wszelkiego rodzaju nadużyć, a także dramatycznych zdarzeń, nieszczęść i zawirowań losu.  

Biegły sądowy, zwłaszcza po latach doświadczeń, powinien zdawać sobie sprawę, że każda strona konfliktu ma swoje racje, a tak naprawdę „racji” zwykle nie ma nikt, po prostu każdy ma swój punkt widzenia (oczywiście poza przypadkami, kiedy „racje” ustalone zostały w oparciu o bezsprzeczny, możliwy do jednoznacznej oceny materiał dowodowy, interpretowany w świetle obowiązujących przepisów). Właściwie nie trzeba być biegłym sądowym, bo wynika to również z potocznej praktyki życiowej. Dlatego opinia psychologiczna, zwłaszcza dla potrzeb sądu, powinna być sformułowana możliwie obiektywnie, z zachowaniem naukowego krytycyzmu i dystansu, w miarę możliwości w oderwaniu od wszelkich (zarówno negatywnych, jak i pozytywnych) emocji, jakie w oczywisty sposób wzbudza każdy klient.   
W tym miejscu proszę natomiast zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy dwoma, bardzo podobnymi, zawartymi w hipotetycznej opinii psychologicznej sformułowaniami:

  1. Mąż Pani Anny jest kryminalistą i alkoholikiem, brutalnym i agresywnym mężczyzną, który znęca się nad żoną i dziećmi (…),
  2. W trakcie badania psychologicznego Pani Anna opowiada, że jej mąż „jest kryminalistą i alkoholikiem, brutalnym i agresywnym mężczyzną, który znęca się nad żoną i dziećmi (…)”.
Różnica jest subtelna, prawda?

W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze stwierdzeniem nie mającym żadnego sensownego odzwierciedlenia w zgromadzonym materiale badawczym i dowodowym. Nawet gdyby materiał ten był jednoznaczny i przekonujący, określenie tzw. „stanu faktycznego” i sformułowanie wyroku nie leży w zakresie kompetencji biegłego, lecz należy do sądu. Biegły sądowy, który najwyraźniej w ogóle nie powinien być biegłym, formułuje wiążące i bardzo mocne wnioski, nie mając pojęcia o osobie, której opinia częściowo dotyczy, i opierając się na danych dostarczonych przez być może nie do końca zrównoważoną, a na pewno silnie zaangażowaną emocjonalnie osobę „pokrzywdzoną”.

W drugim przypadku biegły przedstawia stan faktyczny, jakim w tym przypadku jest możliwe do zaobserwowania zachowanie osoby będącej przedmiotem badania psychologicznego. Wszelkie jej wypowiedzi oznacza wyraźnie jako przytoczoną relację, powstrzymując się od formułowania jakichkolwiek wniosków na temat osoby, z którą nigdy nie miał bezpośredniego kontaktu. W tym przypadku warto wspomnieć, że każda strona relacji ma swój punkt widzenia i swoją historię, gdybyśmy więc porozmawiali z mężem pani Anny, obraz sytuacji uległby zapewne dość istotnym zmianom.  
      
W trakcie analizy akt najrozmaitszych spraw sądowych zdarzało mi się trafiać na tego rodzaju perełki. Pamiętam sprawę jednego z wielu konfliktów małżeńskich. Rozhisteryzowana żona wybrała się na wizytę do gabinetu psychologa i pech chciał, że trafiła na podobnie rozhisteryzowaną, zaangażowaną panią psycholog. Pani psycholog wysmarowała rozemocjonowaną i egzaltowaną opinię, w której pod niebiosa wychwalała wszelkie zalety swojej klientki, jednocześnie w każdy możliwy sposób deprecjonując osobę jej partnera, z którym nigdy nie miała do czynienia. Treść opinii obfitowała w sformułowania w rodzaju „krzywdzona i maltretowana żona”, „pacjentka odpowiedzialnie zgłosiła się do psychologa, wykazując dojrzałość emocjonalną i społeczną”, „bestialsko katowana przez męża” itd., zupełnie tak, jakby pani psycholog była naocznym świadkiem zapewne niebywale wstrząsającego, rodzinnego dramatu.  

Czasami zdarza się, że w toku przewodu sądowego biegły psycholog musi sformułować opinię w oparciu wyłącznie o materiał dowodowy zgromadzony w aktach sprawy. Są to przypadki raczej rzadkie i zasadą w naszym zawodzie jest, że psycholog zgłasza chęć i konieczność bezpośredniego kontaktu z osobą opiniowaną, czynnego udziału w jej przesłuchaniu, a nawet zwraca się do sądu z prośbą o możliwość przeprowadzenia badania psychologicznego. Jeśli jednak z jakichś powodów kontakt bezpośredni nie jest możliwy (dla przykładu – osoba opiniowana nie żyje, a w oparciu o akta sprawy należy ocenić jej stan psychiczny z okresu przed śmiercią, albo żyje, ale nie nawiązuje kontaktu z badającym, odmawia udziału w badaniu itp.), wszelkie wnioski powinny być formułowane wyjątkowo ostrożnie i w bardzo probabilistycznych kategoriach.  
Zdarza się, że psycholog zupełnie nieodpowiedzialnie staje się swego rodzaju narzędziem w rękach strony procesowej. To między innymi dlatego nie każdy nadaje się do pracy w charakterze biegłego sądowego. Podczas zajęć z psychologii sądowej ostrzegano nas, że praca biegłego sądowego wymaga niecodziennego dystansu i chłodu emocjonalnego, i jeśli ktokolwiek z nas ma tendencje do zbytniego, emocjonalnego identyfikowania się z opiniowanym, nie powinien wybierać tej ścieżki zawodowego rozwoju. Wydaje mi się w związku z tym, że nie jest najlepszym rozwiązaniem łączenie na przykład specjalizacji psychoterapeutycznej z sądową. 

O moim spojrzeniu na zawód psychoterapeuty przeczytasz w artykule Psychoterapia. Moje zdanie.  

Zarówno z psychologicznego, jak i prawnego punktu widzenia, a przede wszystkim z perspektywy doświadczenia życiowego niedopuszczalne jest przyjmowanie czyjejś opowieści za stan faktyczny. Moim zdaniem psycholog, zwłaszcza sądowy, z zasady nie powinien wierzyć nigdy i nikomu. Tzw. „prawda” jest zjawiskiem bardzo względnym, a „racja” to naprawdę mało użyteczne pojęcie. W sytuacji dowolnego konfliktu każda ze stron ma swoje „racje”, a po bliższej analizie problemu, chociażby na przykładzie skłóconego małżeństwa, okazuje się zwykle szybko, że oboje adwersarze są wzajemnie siebie warci.

Współczucie jest wskazane, a nawet niezbędne w sytuacjach prywatnych, bo ciepłe emocje i umiejętność empatycznego współbrzmienia są podstawowym tworzywem międzyludzkich relacji. Praca psychologa wymaga jednak ekstremalnie krytycznego myślenia, a wielu przedstawicielom tego zawodu, nawet po długich latach praktyki, nie udaje się, niestety, tej umiejętności wykształcić.       
O niektórych problemach zawodowych psychologa sądowego przeczytasz w artykule Psychologiczne rozterki sądowe.
Psychologiczna opinia sądowa na zlecenie prywatne jest więc rzeczą merytorycznie i moralnie wątpliwą, a procesowo – bezwartościową. W normalnej sytuacji każdy krytycznie myślący sędzia oddali wniosek dowodowy oparty na tego typu materiale. Niestety, zdarza się i tak, że nawet najgłupsze i najbardziej bezpodstawne wnioski z opinii bywają podstawą krzywdzących wyroków, a najczęstszym zjawiskiem jest to chyba w sytuacji sądowych spraw rodzinnych.   
Kiedy kończyłem szkołę trenerów, w ramach intensywnych zajęć realizowaliśmy najrozmaitsze, grupowe zadania. Było ich bardzo wiele, ale szczególnie dobrze pamiętam jedno z nich. Członkowie grupy tworzyli zespół zarządzający miastem i na specjalnym posiedzeniu analizowali sytuację jednej z mieszkanek. Kobieta napisała do rady miasta dramatyczny list z prośbą o pomoc, skarżąc się, że od wielu lat jest ofiarą bestialskiej przemocy ze strony męża. List ten, jako element ćwiczenia, leżał w jego trakcie na stole. W toku pracy doszło między nami do ostrej, nacechowanej emocjami dyskusji, dotyczącej przede wszystkim tego, czy zapewnieniom autorki listu należy wierzyć i co w zaistniałej sytuacji należy ewentualnie przedsięwziąć. Kilkoro członków grupy przekrzykiwało się wzajemnie, proponując rozmaite rozwiązania, a jedna z uczestniczek, potrząsając listem, z patosem przekonywała, że jego autorce należy bezwzględnie wierzyć, ponieważ „tutaj oto mamy dowód!”… Mimo starań nie udało mi się rozumujących potocznie towarzyszy przekonać, że jeśli ów list jest dowodem czegokolwiek, to wyłącznie tego, że ktoś (nie wiemy nawet na pewno, kto…) po prostu NAPISAŁ LIST, który obecnie mamy okazję oglądać.

Należy zdawać sobie sprawę, że na kawałku papieru nagryzmolić można cokolwiek. „Dowód” jest natomiast pojęciem oznaczającym przekonujący i trudny lub wręcz niemożliwy do podważenia materiał, świadczący niezbicie o istniejącym stanie faktycznym, nie pozostawiający wątpliwości i dostępny dla wielu niezależnych obserwatorów.           

  • Świetny artykuł o niecodziennych przypadkach. Fajnie, że podkreślasz rolę współczucia w takich sytuacjach – uważam że to bardzo ważne.

  • Anonimowy

    Niezwykle ciekawy dla mnie artykuł.
    Dlaczego sędziowie orzekający w sprawach rodzinnych mają tak skromną wiedzę na temat psychiki dzieci i w ogóle psychologii, dlaczego tylko niektórych interesuje tak oczekiwany i pożądany nurt mediacji sądowych i pozasądowych, dlaczego zdolności analizy i syntezy pracowników sądu nie są kształtowane, można je przecież rozwijać?
    Opinia biegłego może być sporządzona rzetelnie, fachowo i mądrze, ale osoba, która się z nią zapoznaje, powinna wnikliwie ją
    przeczytać w całości, nie tylko zapoznać się z końcowymi wnioskami.

    To oczywiście nie pytania do Pana.

  • Dziękuję za komentarz. Niestety, praktyka sądowa to naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Jest masa rzeczy znacznie utrudniających zarówno opracowywanie opinii, jak i wydanie wyroku. W psychologicznej praktyce sądowej margines błędu jest bardzo duży, wielkie jest także ryzyko wyciągnięcia niewłaściwych wniosków. Między innymi dlatego swego czasu porzuciłem to zajęcie. O psychologii sądowej będzie jednak innym razem, w osobnym artykule. Pozdrawiam.

  • Anonimowy

    Z zainteresowaniem przeczytam.
    Pozdrawiam

  • Anonimowy

    natknalem sie przypadkowo na Twoj blog. Jestes moim idolem 😉 Pokazujesz jak to dziala i co dodatkowo wazne z doza poczucia humoru. AKurat jestem przypadkiem gdzie wszczeto postepowanie prokuratorskie w oparciu o prywatne opinie. Zarzut byl powazny bardzo. W postepowaniu o dzieci 3 "naukowcow" i pedagog przedszkolny przygotowali kwity na molestowanie. Wsrod tych ktorzy pisali opinie byl lekarz psychiatra, oraz pracownik naukowy. Po postepowaniu jestem czysty i skonczylo sie na postepowaniu w sprawie
    Znam przypadki gdzie psycholog pisze takie opinie na zamowienie w sprawach okolorozowdowych. Udalo sie namierzyc 2 je ludzi ktorym pani psycholg "zalatwila" postepowanie prokuratorskie bo przeciez "psycholog stwierdzil". Chlopaki zostali oczyszczeni, ale przez ponad rok nie mogli sie widziec z dziecmi bo jak twierdzila matka ze ojciec to pedofil. za to jak takie haslo dziala na policje. Sam to widzialem na wlasne oczty. Natychmiast patrza na goscia innymi oczami i nawet jesli byli nastawieni przychylnie natychmaist erelacje sie zmieniaja. Taki mechanizm psychologiczny i granie na emocjach. A jak mozna grac na emocjach przekonalismy sie przy okazji porwania malej Madzi pani Katarzynie W.

  • Anonimowy

    Problem molestowania własnych dzieci to jednak nie wymysł psychologów i pedagogów, tylko niestety częsty proceder.
    To, że matki wymyślają różne historię,żeby pogrążyć swoich byłych mężów to też niestety fakt.
    Również kobietą takie rzeczy się przytrafiają, chociaż rzadziej.
    Co zrobić, aby bronić dzieci przed molestowaniem ze strony własnych rodziców?
    Jak postępować, aby nikogo nie skrzywdzić?
    Jednak z własnego doświadczenia wiem,że nadużycia w stosunku do dziewcząt czy młodych kobiet to nadal poważny problem, jednak od kiedy zaczęto otwarcie o tym mówić i wytaczać procesy, mężczyźni nie mogą czuć się bezkarni i to jest krok w dobrą stronę.
    Zasada ograniczonego zaufania jest lepsza niż z góry zakładanie,że lepiej nie badać tego problemu, bo można się komuś narazić.

  • Anonimowy

    Znam historię wstrząsającą tak bym mógł napisać gdyby te historie się nie powtarzały. Biegła sądowa kobieta bez wymaganego wykształcenia która nie wiadomo w jaki sposób trafiła na listę biegłych a raczej wiadomo. Przedstawiając świadectwa jakiś kursów internetowych itp. została wpisana na listę biegłych. Pisze opinie i donosy do sądu a na podstawie tych tzw. dokumentów sądy odbierają dzieci rodzicom w ilu dramatach rodzinnych ten sam schemat się powtarza. Dla wszystkich zainteresowanych mogę powiedzieć żądajcie w sądach by biegły przedstawił stosowne dokumenty dyplomy świadczące o jego wykształceniu macie do tego prawo. Oszuści pojawiają się jak po deszczu grzyby ustawa o zawodzie psychologa nie istnieje wiec hydraulik też może się podawać za psychologa. Sędzia w sądzie bierze pod uwagę opinię biegłego a jaki biegły taka opinia sędzia sam zrobiony w balona myśląc że ma opinie eksperta podejmuje decyzje a za tem wyrok. Czy ludzie wybierając lekarza dla dziecka nie dowiadujecie się czy to dobry lekarz ? A tym czasem jesteście sami jak dzieci sprawdzajcie biegłego bo możecie żałować do końca życia że tego nie zrobiliście. Zanim wejdzie w życie odpowiednia ustawa o zawodzie psychologa wasze dzieci mogą dorosnąć. Nie piszcie w żalu smutku mądrych dyrdymałów te piszą ci dla których temat straty dziecka jest daleki rozpatrują temat też psychologicznie a rady czy mądrości z tego żadnej. Pisze pani jedna z drugą o przemocy o molestowaniu widziała jak się biją na dyskotece to przemoc a pedofila na oczy nie widziała jak większość ludzi w naszym kraju. Z telewizji seriali amerykańskich to wie że co takiego jest a w Ameryce dawno na pedofilie moda minęła to tego już nie wie. Dyplom magistra posiada tylko ten co psychologię skończył lub po innym dyplomie kończył też psychologie a oszust ma kursy itp.

  • Anonimowy
  • Anonimowy

    Jasne. Ja spotykam się z brakiem bezstronność i obiektywizmu biegłych powoływanych przez sądy i prokuratury. Pytania formułowane przez sąd czy prokuraturę zawierają założenie które skwapliwie potwierdzają biegli – zapewne aby dostawać kolejne zlecenia. Opinie takie to nieuzasadniane, żenujące potakiwanie. Jest takich opinii bardzo dużo.