Cesarzowi, co cesarskie…

Kiedy potrzebuję porady w zakresie problemów z samochodem, jadę do mechanika. Jeśli boli mnie ząb, zwykle udaję się do dentysty. Problemy z komputerem konsultuję ze znajomymi informatykami, psychologiczne – z innym psychologiem. Warzywa kupuję w warzywniaku, a książki – w księgarni. 

„Bardzo odkrywcze i oryginalne!” – powie ktoś. A jednak, wynikający z wykształcenia i doświadczenia zawodowego społeczny podział obowiązków profesjonalnych najwyraźniej wcale nie jest sprawą oczywistą. 



Że na psychologii wszyscy się znają,  zauważyłem już wiele lat temu. Psychologia jest tylko jednym z tak powszechnie, masowo wręcz, choć amatorsko uprawianych zawodów – to samo zjawisko dotyczy bowiem medycyny, polityki, kynologii i paru innych, bardziej lub mniej popularnych profesji. Kilka razy spotkałem się nawet z sytuacją, w której ktoś bez skrępowania podawał się za „psychologa” tylko dlatego, że ukończył podyplomowy kurs ze słowem „psychologiczny” w nazwie… 

Okazuje się jednak, że nie będąc psychologiem, zupełnie spokojnie wykonywać można świadczenia właściwe dla tego zawodu i to często bez najmniejszego sprzeciwu ze strony odbiorców i użytkowników. 

Jak w każdym zawodzie również i w tym zdarza się, że klient nie jest zadowolony z jakości dostarczonej usługi. W razie, gdy otrzymane wsparcie czy profesjonalna porada psychologiczna pozostawiają wiele do życzenia warto pamiętać, że dyplomowanego psychologa, jak każdego dowolnego specjalisty, dotyczy odpowiedzialność karna, cywilna, etyczna i wszelka inna. Jeśli jednak ktokolwiek kupuje usługi psychologiczne u rzeźnika lub wróżki, nie powinien być zaskoczony, jeśli poziom otrzymanych świadczeń odbiega nieco od spodziewanej wartości. 

Jednym z najwyższych szczebli specjalizacji zawodowej, przynajmniej w pobożnym założeniu, jest merytoryczna i formalna gotowość do przekazywania specjalistycznej wiedzy kolejnym osobom, niezależnie od tego, czy są to studenci, kursanci, uczestnicy jakiegokolwiek szkolenia czy po prostu zgłaszający się po poradę klienci. Przywykłem więc myśleć, że – zgodnie z zupełnie naturalnym porządkiem rzeczy – chirurgię naczyniową wykłada chirurg, odlewnictwo inżynier metalurg,  teorię muzyki muzykolog, astronomię zaś astronom. Tymczasem powszechnie przyjęte jest, że w temacie psychologii całkiem oficjalnie i w zupełnie poważnych, czasem wręcz krytycznych sytuacjach wymądrza się osoba będąca z zawodu polonistą. Albo malarzem. 

Często, na stronach firm szkoleniowych widuję takie opisy – „Marcin jest ekonomistą, prowadzi szkolenia z psychologii w biznesie…”, „Ania jest socjologiem, specjalizuje się w psychologii sprzedaży…”. Dziwi mnie trochę, że odbiorcy szkoleń nie miewają co do tego zastrzeżeń (chyba, że miewają, a ja o tym nie wiem). 

Sam, w ramach działalności mojej firmy, w tematach dotyczących psychologii współpracuję wyłącznie z psychologami. I taki stan rzeczy, zupełnie naiwnie, uważam za pożądany standard. 

Do dzisiaj nie wpadłem na pomysł (może to zresztą mój błąd…?), by zająć się wykładaniem historii literatury – być może fakt, że ukończyłem studia psychologiczne, nie jest tu wcale istotny… 

Zdarza się czasami, że w ramach indywidualnej praktyki lekarskiej konsultacji chirurgicznych udziela szewc – co pewien czas telewizja robi z takich spraw aferę. Nikt jednak nie martwi się chyba, że szkolenia w zakresie psychologii prowadzi polonista – prawdopodobnie dotyczy to zresztą wyłącznie wolnoamerykańskiego rynku szkoleniowego, ponieważ w poważnej uczelni od kandydatów na wykładowców wymaga się pewnie (?) przedstawienia odpowiedniego dyplomu.  
   
W szkole średniej często rozmawialiśmy na temat planów zawodowych. Na moją nieśmiałą wzmiankę o psychologii jedna z koleżanek zadała pytanie: „… to znaczy horoskopy, wróżby… tak?”. Zaskoczona wyrazem zgrozy na mojej twarzy dodała zaś niezwłocznie: „…nooo, bo moja ciotka skończyła psychologię, a potem została wróżką…”. 

Niestety, do dzisiaj psychologia wielu osobom kojarzy się z kartami tarota. Faktycznie, wiele dziedzin z psychologią związanych (choćby niektóre formy psychoterapii), do złudzenia przypomina wróżenie z fusów a zawód psychologa przyciąga wielu szamanów i czarowników. Osobom utożsamiającym psychologię z magią polecam jednak specjalistyczne podręczniki neuropsychologii, psychologii społecznej, nauk behawioralnych lub chociażby psychologii zdrowia.  

W czasie studiów miałem zwyczaj podróżować autostopem. Jakie osoby i sytuacje zdarzało mi się przy tym spotykać… to materiał na ciekawą książkę, a przynajmniej opowiadanie. Szczególnie dobrze zapamiętałem jednak młodego, wyjątkowo rozmownego kierowcę, który w ferworze zapalczywego wywodu na nie pomnę jaki już temat, z wymownym machnięciem ręką wygłosił taką myśl: „eeee, bo psychologia, pedagogia (sic!), socjologia, filozofia… to jest wszystko to samo…” (żałuję, że w ramach przekazu blogowego zaprezentować nie mogę tonu głosu i wyrazu twarzy mojego sympatycznego, przypadkowego Przewoźnika). 

Klientom wszelkich usług edukacyjnych, jeśli poważnie myślą o nabywaniu wiedzy, sugeruję korzystanie z kompetencji i doświadczenia faktycznych specjalistów w odpowiednim zawodzie.
Być może w tym miejscu warto po prostu podkreślić, że psycholog jest PSYCHOLOGIEM, a więc osobą po pięcioletnich, magisterskich studiach PSYCHOLOGICZNYCH i żadnych innych (nie socjologicznych, nie polonistycznych, etnograficznych ani botanicznych) i dobrze, jeśli dodatkowo ukończył specjalistyczne, podyplomowe studia i/lub kursy w określonym, profesjonalnym kierunku.