Dlaczego mężczyźni nie rozumieją kobiet?

Poniższy artykuł był e-bookiem, który specjalnie dla kobiet przygotowałem w ramach specjalnych, kobiecych szkoleń z asertywności. Być może kogoś zainteresuje, być może komuś się przyda. Zapraszam do lektury. 


DLACZEGO MĘŻCZYŹNI NIE ROZUMIEJĄ KOBIET?

Niniejszą publikację możesz swobodnie kopiować, rozpowszechniać i używać jej do celów niekomercyjnych, pod warunkiem zachowania oryginalnej formy, nadanej jej przez autora.




WPROWADZENIE

W pewne słoneczne, jesienne popołudnie, pewien stary człowiek siedział nad leśnym zalewem. Wysokie, piękne drzewa szumiały nad wodą, obok człowieka, na podpórkach spoczywała trochę staroświecka wędka. Starszy pan co chwila rzucał do stawu kawałek bułki. Wokół gromadziły się ryby, jedząc i przyglądając się wędkarzowi. Głośno i z wielkim zaangażowaniem staruszek opowiadał historię swojej młodości. Choć pewnie żadna z ryb nie rozumiała, o co mu chodzi, człowiek wrócił do domu szczęśliwy, spokojny i z niezachwianym poczuciem, że wreszcie został życzliwie wysłuchany. 

W pewien sylwestrowy wieczór, na mroźnym wybrzeżu Norwegii spotkali się dwaj ludzie. Nie widzieli się nigdy wcześniej, ale oszołomieni radością i szampanem padli sobie w objęcia i ze śmiechem tarzali się po plaży. Resztę wieczoru spędzili na tej samej sylwestrowej imprezie, przez wiele godzin rozmawiając przy ognisku. Jeden z nich mówił wówczas tylko po mongolsku, drugi zaś tylko po francusku i do tej pory nikt nie wie, jak udało im się porozumieć, choć  nie brakuje podejrzeń, że istotną rolę odegrała tu irlandzka whisky. Warto jednak wspomnieć, że mężczyźni są przyjaciółmi do dzisiaj – często piszą do siebie listy, używając już teraz języka angielskiego. 

Czy pamiętasz może film „Cast away”, w którym Tom Hanks gra uwięzionego na bezludnej wyspie rozbitka? Przeżywając dojmującą samotność, w desperacji zaprzyjaźnia się z piłką do siatkówki, która, wśród innych przedmiotów, przypadkiem także wylądowała na wyspie. Tom nadaje piłce imię i twarz, przez cały film radzi się jej, opowiada jej historie, przemawia do niej czule lub ze złością, a kiedy wreszcie odpływa na tratwie, zabiera ją ze sobą jak najlepszego przyjaciela. W drodze naraża również życie, by ratować piłkę zagrożoną zaginięciem.

Wszystkie opisane sytuacje są trochę niezwykłymi przykładami procesu komunikacji. Właściwie nie ma wielkiego znaczenia, kto i z kim się komunikuje – pewne jest, że porozumiewanie się to jedna z najważniejszych form ludzkiej aktywności. Problemy w komunikacji są natomiast podstawowym źródłem wszelkich nieporozumień. Nieporozumień, z jakimi często nie radzimy sobie na co dzień. To na skutek między innymi takich sytuacji ludzie trafiają do gabinetu psychologa. 

Małżeńska sprzeczka, kłótnia dzieci w piaskownicy i wojna światowa to trudne sytuacje o różnym rozmiarze. Mają jednak przynajmniej jeden punkt wspólny – każdej z nich udałoby się uniknąć, gdyby nie zaburzenia procesu komunikacji. 

Krótkie opracowanie, które, Droga Czytelniczko, masz właśnie przed sobą, w bardzo swobodny sposób opowiada o wybranych aspektach komunikacji międzyludzkiej. Koncentruje się głównie na problemach w porozumiewaniu się mężczyzn i kobiet. Tak naprawdę zmierza do zjawiska asertywności, jako jednego z podstawowych sposobów na poprawienie sprawności w codziennym porozumiewaniu się, również pomiędzy przedstawicielami przeciwnych płci. Ale do asertywności dotrzemy na końcu.
Asertywność to tylko jedna z wielu kompetencji interpersonalnych, jakie przydają się w codziennym życiu społecznym. W rzeczywistości, by poprawić swoje stosunki z innymi ludźmi, należy pracować nad wieloma innymi jeszcze umiejętnościami – jak aktywne i życzliwe słuchanie, empatia, szacunek dla drugiej osoby czy odpowiednia gestykulacja.  Sama asertywność z pewnością nie rozwiąże wszystkich Twoich problemów, jednak praca nad umiejętnościami wchodzącymi w jej zakres ma istotne przełożenie na jakość codziennej komunikacji a tym samym – na jakość Twojego codziennego życia. 

Procesy komunikowania są od dziesiątków lat przedmiotem naukowych badań i w tym zakresie dysponujemy już całkiem obszerną wiedzą. Artykuł, który czytasz, oparty jest jednak przede wszystkim na psychologicznych obserwacjach i wiedzy raczej potocznej lub intuicyjnej. Nie chcę przeciążać go informacjami naukowymi, pragnąc nadać mu bardziej swobodny, żartobliwy i lekkostrawny charakter. 

By w tej krótkiej formie literackiej zawrzeć najbardziej istotne punkty, musiałem sięgnąć także po pewne uproszczenia. Tak naprawdę żaden problem nie ma w psychologii łatwego rozwiązania. Nie można podać niezbywalnych, zawsze sprawdzających się cech kobiety i mężczyzny. „Męskość” i „kobiecość” to pojęcia bardzo umowne. Wszyscy znamy wszak bardzo „kobiecych” mężczyzn i bardzo „męskie” kobiety. Na ostateczny kształt wszelkich cech konkretnego człowieka ma wpływ nieskończenie niemal wiele rozmaitych czynników. Nie można w sposób odpowiedzialny powiedzieć, że kobiety zachowują się tak, a mężczyźni inaczej, bo zawsze znajdzie się wśród słuchaczy ktoś, kto podniesie rękę, mówiąc: „nieprawda, ja znam przypadek, który nie pasuje do tego schematu”. 

Dlatego w opracowaniach popularnych posługujemy się pewnymi skrótami myślowymi. Nadając opisowi określony schemat czynimy go bardziej komunikatywnym – ostateczne, praktyczne zastosowanie przekazanej wiedzy wymaga zawsze pewnej ostrożności w interpretacji zaobserwowanych faktów i umiejętności korzystania z własnych życiowych doświadczeń. 

Zapraszam więc do czytania artykułu z dystansem, humorem i świadomością wielości i różnorodności zjawisk, jakie towarzyszą ludzkiemu komunikowaniu się. 

KOBIECE I MĘSKIE SPOSOBY KOMUNIKOWANIA

1. Dlaczego Adam i Ewa przestali się dogadywać? 

Jest wielce prawdopodobne, że Adam i Ewa, przebywając jeszcze w Raju, nie mieli żadnych problemów z komunikacją. Być może nie mieli między sobą także żadnych konfliktów i rozumieli się tak dobrze, że w końcu stało się to nudne. Kiedy z tych nudów zaczęli kręcić się po Raju, zaglądać tu i tam, węszyć i rozrabiać, poważnie narazili się upierdliwemu, złośliwemu, pełnemu pychy, psychopatycznemu Panu Bogu (w jaki sposób, to pewnie każdy pamięta…) a na wygnaniu wszystko było już dużo mniej proste. 

Dzisiejszy Adam często nie rozumie Ewy i równie często czuje się przez nią niezrozumiany. Zupełnie tak, jakby mówili innymi językami. W rzeczy samej, męskie i kobiece sposoby komunikowania bywają od siebie tak odległe, jak język suahili od staro – cerkiewno – słowiańskiego. Wie to każdy mężczyzna, żyjący kiedykolwiek z kobietą i każda kobieta, mająca do czynienia z facetami. 

Dlaczego facet (którykolwiek facet – mąż, szef, podwładny, kolega, teść, dentysta, kucharz i mechanik) nie rozumie Twojego sposobu przeżywania różnych zdarzeń? 
Dlaczego wydaje mu się, że zawsze wie lepiej? 
Czemu nie docenia Twojej codziennej ciężkiej pracy? 
Dlaczego kompletnie nie potrafi rozmawiać o uczuciach? 
Dlaczego bagatelizuje rzeczy tak ważne, jak kolor i zapach? 

Czy zadajesz sobie czasem te pytania? Jeśli nie – zadaj je sobie koniecznie. Jeśli tak, po prostu czytaj dalej. 

2. Język maczugi i język kwiatu. Trochę stereotypowe, modelowe ujęcie problemu
Odrzucając teraz retorykę biblijnych przypowieści zadajmy sobie pytanie, co u zarania ludzkiej egzystencji tak bardzo zróżnicowało sposoby męskiego i damskiego komunikowania. Dzisiaj, w dobie coraz natarczywiej postulowanego równouprawnienia wydaje nam się czasem, że damski i męski sposób pojmowania świata coraz mniej się od siebie różnią. Kto ostatnie lata spędził w pocie czoła pracując nad udoskonaleniem lub nawet utrzymaniem własnego związku wie doskonale, jak dalekie jest to od prawdy. W gruncie rzeczy nie ma pary, która dogadywałaby się zawsze i w każdym temacie. Owszem, bywają małżeństwa i związki, w których do konfliktów w ogóle nie dochodzi. Tak naprawdę jednak – tam w ogóle do niczego już nie dochodzi. Z perspektywy własnych, bogatych doświadczeń zawodowych zapewniam Cię, że konflikty są częścią każdego udanego związku i jeśli ich nie ma, najprawdopodobniej nie ma już także tego, co kiedykolwiek łączyło dwoje ludzi.

Czy konflikty są potrzebne? Mówi się, że są. Mnie wydaje się jednak, że taki pogląd jest tylko jeszcze jednym przejawem ludzkiej bezradności… Skoro i tak nie potrafimy się nie kłócić, ustalmy, że konflikty są nam bardzo potrzebne. Być może krwawe wojny są przewidzianym przez jakikolwiek proces sterujący dziejami, skutecznym mechanizmem regulacji liczebności populacji. Wolelibyśmy jednak ich uniknąć, prawda? W gruncie rzeczy byłoby miło dysponować innymi sposobami regulowania relacji. Ponieważ ich jednak nie mamy, konflikty okazują się niezbędne. 

Poza tym, warto wspomnieć, że nie każdy konflikt wnosi cokolwiek cennego. Bardzo możliwe, że tylko jedno na bardzo wiele ludzkich nieporozumień ma tak naprawdę konstruktywny charakter i owocuje przejściem na wyższy poziom rozwoju. Nie sposób policzyć, ile codziennie powodujemy konfliktów bezsensownych, niekonstruktywnych, po prostu przykrych i niepotrzebnych. 

Koncepcja równouprawnienia nie ma szczególnie silnych podstaw biologicznych. Różnice pomiędzy kobietą a mężczyzną w wielkim stopniu wynikają bowiem z ich najbardziej zasadniczej, biologicznej konstrukcji. 

Jeśli równouprawnienie zakłada wzajemne poszanowanie swoich praw przez przedstawicieli obu płci, jeśli postuluje wzajemne życzliwe wspieranie się i pomoc w realizacji wszelkich obowiązków, jeśli proponuje wspólną, angażującą tak samo obie strony walkę o uczucia łączące dwoje ludzi, to realizacja takich założeń z pewnością jest nie tylko warta wielkiego wysiłku. Jest także, co bardzo ważne, całkowicie wykonalna. 

Biologicznie jednak – natura nie zdobyła się na pełen egalitaryzm… 

Mężczyznę ulepiono silniejszego i na ogół większego. Bardziej owłosionego. Ma doskonalszy aparat mięśniowy, większe i grubsze kończyny, dużo więcej siły fizycznej i lepszy zmysł orientacji w terenie. Potrafi walczyć i czasem nawet to lubi. Jest skuteczny, kiedy trzeba nagle, na krótkim dystansie wykazać się bohaterstwem i odwagą. Przepłynąć przez rzekę, ściąć drzewo i zabić kozę. Lub po prostu rozbić komuś nos. Nudzą go jednak sprawy domowe. Nie chce wycierać dziecku tyłka. Nie będzie miesiącami pielęgnował chorego dziadka. Woli zapłacić za to jakiejś kobiecie. Nie rozumie też roztrząsania niektórych kwestii. Dla niego czarne jest czarne, a białe – białe. Kiedy ma problem, szuka rozwiązania. Problemy nie mające rozwiązania stara się ignorować, obśmiewać lub po prostu zamiatać pod dywan. Z biegiem stuleci nabiera też innych cech. Chorobliwie pragnie się wykazać, zdobyć poklask i uznanie. Najpierw po prostu piorąc konkurentów pięściami, czy tym, co tam się pod ręką przy okazji znajdzie. Z upływem czasu – walczy retoryką. Przekonuje, dyskutuje, poniża i ośmiesza. Z początku pewnie dbał też o to, by jego kijek lub maczuga prezentowały się jak najbardziej okazale (dzisiaj też jest to jednym z jego głównych problemów, lecz chodzi już o zupełnie inną maczugę i zupełnie inny kijek…). Teraz stara się jeździć pięknym samochodem i wybudować robiący wrażenie dom. Mnóstwo czasu poświęca na budowanie swej społecznej pozycji. Przekrzykuje i przepycha się z innymi włochatymi stworzeniami. Czasami, w obliczu różnicy poglądów, gotów jest do zwykłej bójki. Nie rozumie zbyt dobrze cudzych problemów. Często sprawia przykrość, nawet o tym nie wiedząc. Bywa emocjonalnie tępy i nie potrafi tak naprawdę rozmawiać. W ogóle nie widzi potrzeby rozmawiania – przecież to nudne i bezcelowe, tak ciągle ględzić i mleć ozorem… Wszak  czarne jest czarne, a białe – białe, ileż więc razy można o tym gadać? Mowa ludzka, w jego pojęciu, nie służy do rozmawiania. Służy bardziej do przemawiania. Do pouczania. Do przekazywania informacji. Do robienia wrażenia na innych. Służy pozostawaniu na szczycie i w centrum uwagi. Nieważne tak naprawdę, czy mężczyzna ma cokolwiek ciekawego do powiedzenia. Kiedy uznaje, że pora coś powiedzieć, po prostu zaczyna mówić. Przemawia. Przekonuje i poucza. Prezentuje własne, światłe poglądy. Wypracowane i wydumane. Wypieszczone w ciągu lat rozmyślań. Genialne. Oryginalne i mądre. Jest błyskotliwy i wie, jak się sprawy mają. Wie najlepiej. 

Kobietę od początku potraktowano trochę gorzej. Fakt, jest milion razy piękniejsza od swojego chropowatego towarzysza. Lecz jest także słabsza fizycznie (choć na dłuższą metę – często dużo bardziej wytrzymała), nieco mniejsza, dużo lżejsza i bardziej subtelna. To jej właśnie powierzono przyjemność i zaszczyt rodzenia potomstwa – tym dobrodziejstwem chętnie podzieliłaby się z mężczyzną, niestety – nikt jej nie pytał o zdanie. Raz w miesiącu, przez dni kilka miewa niezbyt przyjemne doznania. Włochaty typ złości ją wtedy niezmiernie, zwłaszcza,  jeśli natrętnie domaga się niewskazanych w tym momencie pieszczot. Za to (raczej) nie rosną jej włosy na twarzy. 

Kobieta angażuje się w formy aktywności wymagające cierpliwości, mądrości emocjonalnej, zrozumienia wielu spraw, ogromnej pokory i umiejętności samowyrzeczenia. Potrafi poświęcać się drobnym sprawom przez całe lata. Umie zrezygnować z własnych ambicji. Rozumie, że dobro wspólne to dobro każdej pojedynczej osoby. Wie, że najważniejsze są bliskie więzi. Buduje to, co niewidoczne gołym okiem. Raczej nie szarpie za włosy innych kobiet, choć czasami też z nimi rywalizuje. Ciężko pracuje każdego dnia, dbając o najbardziej podstawowe sprawy. O niczym nie zapomina i jest doskonale zorganizowana. Nie pcha się na afisz i potrafi czekać. Poklask i uznanie to dla niej wartości raczej mniej istotne. Cierpi w milczeniu i wytrzymuje najsilniejsze ciosy losu. 

Potrafi współczuć i współodczuwać. Chętnie rozmawia, nawet całymi nocami. Te same problemy może roztrząsać nawet i sto siedemnaście razy – zawsze coś nowego można przecież powiedzieć. Poza tym, w rozmowie wcale nie chodzi o znalezienie rozwiązania. Chodzi o emocjonalną wartość samej komunikacji. O bliski kontakt dwojga osób. O zainteresowanie i życzliwą uwagę. 

Czasami z odrazą patrzy na włochatego towarzysza. Nie rozumie jego zamiłowania do rywalizacji i durnej piłki nożnej. Jego rozmowy z kumplami są po prostu idiotyczne. Przecież oni wcale nie potrafią rozmawiać – przekrzykują się tylko nawzajem. A samochód? Po prostu kupa blachy. Kobietę drażni egoizm i krótkowzroczność faceta. Jego nieostrożność w wypowiedziach i kompletny brak zrozumienia problemów tak ważnych, jak miejsce dla pasty do zębów, kolor paska od zegarka czy zapach abażuru lampy. 

To kolejny moment, w którym proszę Cię, Czytelniczko, o przyjęcie zdystansowanej poznawczej perspektywy – przedstawiony podział ról i cech jest oczywiście umowny. W gruncie rzeczy nie brakuje mężczyzn, którzy potrafią rozmawiać i współczuć, ani kobiet, które tego nie potrafią. Jednak przeważnie cechy płciowe rozkładają się w bardzo specyficzny sposób. 

Stereotypowe? Owszem, ale użyteczne jako rusztowanie naszych dalszych rozważań nad komunikacją. 

3. Poza prymitywne stereotypy. Męskie i kobiece style komunikowania na co dzień

Rzadko się zdarza, by jakikolwiek człowiek pasował do któregoś z powyżej zamieszczonych opisów. W gruncie rzeczy taki jest charakter wszelkich psychologicznych klasyfikacji. Są one tylko pewnym schematem, mającym ułatwić diagnozę zachowania określonej osoby w określonej sytuacji. Wbrew pozorom – w rękach dobrego psychologa wcale nie służą wtłaczaniu kogokolwiek do ciasnych szufladek naiwnej nauki. 

Pomyśl jednak, jak wiele opisanych cech mężczyźni i kobiety miewają przynajmniej w jakimś stopniu. Dzieje się to nie bez powodu. Ewolucja zadbała o naszą różnorodność. Mężczyznę i kobietę wyposażyła w inne ciała i w odmienne sposoby regulacji życia wewnętrznego (podstawa tej regulacji to wzajemnie powiązane układy nerwowy i hormonalny). Od pierwszego rzutu oka widać, że biologia wyznaczyła nam różne role. To oczywiste, ale bardzo ważne, bo właśnie z odmienności tych ról wynika przepaść, jaka dzieli komunikację kobiecą od męskiej. 

Jeśli mężczyzna przez setki lat miał być zdobywcą i protektorem, miał walczyć, zdobywać środki do życia i zapewniać bezpieczeństwo, musiał wykształcić umysł czujny, uważny, krytyczny, analityczny i raczej chłodny. Musiał podejmować szybkie i poprawne decyzje – trudno więc, by specjalizował się w roztrząsaniu kwestii, które nie mają bezpośredniego, praktycznego znaczenia dla przetrwania. Skłonność do wahania się mogła kosztować go życie niemal na każdym kroku. By zapewnić przetrwanie rodzinie, musiał dbać o własne bezpieczeństwo. To być może tłumaczy pewien egoizm i egocentryzm. Jeśli często był zmuszony do bezpośredniej, brutalnej walki, nauczył się cenić rozwiązania jednoznaczne, radykalne i skuteczne. I takież tym samym poglądy. Dbając o pozycję społeczną zapewniał rodzinie przyzwoity byt. Stąd też zaczął o pozycję społeczną zabiegać. W zasadzie miał do wyboru dwie możliwości – wejść wysoko i stać się obiektem podziwu, lub spaść nisko i stać się przedmiotem ludzkiego lekceważenia. Jeśli wybierał to pierwsze – wygrywał. A z nim osoby, które powierzono jego opiece. Szybko nauczył się, że w wyścigach liczą się tylko mężczyźni. Kobiety powinny siedzieć w domu.

Wykształcił więc autorytatywny sposób mówienia. Raczej stwierdza, niż pyta, raczej jest pewien, niż wątpi. Wypowiada się w kategoriach jednoznacznych, bo przez wieki to właśnie zapewniało mu sukces. Czasem, kiedy nie wie, udaje, że wie. Jeśli pojawia się problem, mężczyzna usiłuje znaleźć jego rozwiązanie i szybko zakończyć temat. Nie lubi dopytywać i wyjaśniać. Uważa, że to niepotrzebne komplikowanie tematu. Nie znosi, kiedy kobieta wie lub umie więcej od niego. Bo kobiety nie biorą, nie powinny brać udziału w wyścigu. 

Ten sposób komunikowania może Ci się wydawać bardzo prymitywny. Możesz mieć wielki kłopot ze zrozumieniem, dlaczego Twój partner lub inny mężczyzna z Twojego otoczenia problemy między Wami traktuje właśnie jak silnik swojego samochodu. Śrubkę dokręcić, dolać oleju, pęknięty element wymienić i z głowy… o czym tu jeszcze gadać? Albo dlaczego idiotycznie wymądrza się, kiedy nie rozumiesz, czym jest gaźnik, głowica czy silniczek krokowy? Lub czemu czerpie satysfakcję z każdego przejawu własnej przewagi i dostaje szału, kiedy widzi, że go przerastasz? Miej jednak świadomość, że za różnicami w komunikacji stoją miliony lat naszej wspólnej drogi. Odmienne mieliśmy role i obowiązki, odmiennie patrzymy na świat i nie brak dziś naukowców sugerujących, że Kobieta i Mężczyzna to dwa odmienne gatunki… 

Kobieta przez setki pokoleń dbała o spójność i trwałość domu rodzinnego. Pracowała głównie nad wartościami uczuciowymi, angażując się w problemy poszczególnych członków rodziny. Zajmowała się doglądaniem chorych, zabawianiem dzieci, sklejaniem rozerwanych relacji, godzeniem zwaśnionych i poróżnionych. 

Jej sposób wypowiadania się ukierunkowany jest na budowanie relacji poprzez wielką koncentrację na uczuciach i formalnych aspektach kontaktu. Mówiąc, dba o dobro rozmówcy, stara się podążać za jego myśleniem i emocjami, osiągnąć porozumienie i dobry klimat rozmowy, sprawić, by partner w konwersacji czuł się po prostu dobrze. Mniej obchodzi ją kto ma rację i jak mądra wydaje się mówiąc to, co ma do powiedzenia. Lubi rozmawiać o sprawach mniej ważnych dla codziennej prozy życia. Kiedy godzinami słucha koleżanki nie planuje koniecznie rozwiązania problemu. Bardziej chodzi jej o udzielenie wsparcia, o emocjonalne współbrzmienie tych samych uczuciowych strun. 

Miliony lat interpersonalnego treningu pozwoliły kobiecie stać się mistrzynią w budowaniu relacji. 

Z punktu widzenia mężczyzny Twój kobiecy sposób wypowiadania się jest po prostu mało sensowny. Koncentrujesz się na sprawach, które Twojemu facetowi naprawdę wydają się czarną magią. Dbasz o nieistotne, jego zdaniem, szczegóły. Tracisz cenny czas na roztrząsanie nierozwiązywalnych lub po prostu nieważnych problemów. Masz dziwne zainteresowania. Potrafisz godzinami plotkować przez telefon i ciągle wypatrywać dziury w całym. Zamiast szukać rozwiązania, kręcisz się wokół problemu, co z męskiego punktu widzenia jest po prostu zbrodnią. Nie podejmujesz szybkich decyzji, bo każdy wybór chcesz przemyśleć sto razy i zawsze wydaje Ci się, że żadna ewentualność nie jest zbyt dobra. Chcesz mieć nowe buty, mimo, że w starych jeszcze da się chodzić (jakież to niepragmatyczne!). Kupujesz nową bluzkę, a w szafie wisi już pięć „takich samych”. Chcesz zmieniać umeblowanie, mimo, że stare świetnie się sprawdza i to od 20 lat! Samochód służy Ci do przemieszczania się i traktujesz go jak przedmiot, zamiast mówić do niego, głaskać go, wsłuchiwać się w szept silnika i wiedzieć, kiedy obroty są zbyt niskie a kiedy zbyt wysokie. I popełniasz jeszcze tysiąc innych głupstw, niewybaczalnych w męskim świecie. 

Nie ma uniwersalnych i zawsze skutecznych sposobów komunikacji, podobnie, jak nie ma jednoznacznych i zawsze skutecznych sposobów rozwiązywania problemów. Dlatego nasza różnorodność bywa pożyteczna i dlatego kobiety i mężczyźni łączą się w pary. 

4. Maksymalny dysonans. Słowo o najbardziej przykrych skutkach nieporozumień

Niewiele tak naprawdę znam udanych związków. Z pewnością znacznie więcej znam nieudanych. Zauważyłem, że po latach wspólnego pożycia, pomiędzy dwojgiem osób sytuacja zazwyczaj rozwija się ostatecznie w jeden z czterech podstawowych scenariuszy: 

a. dwie osoby tworzą szczęśliwy i naprawdę udany związek – to najrzadszy scenariusz. Taki rozwój sytuacji wynika zapewne z udanego doboru partnerów, ale także z ich ciężkiej pracy nad sobą i własnym związkiem. To efekt bycia ze sobą na dobre i złe, pomimo wszelkich burz i wichrów, momentów zwątpienia i kryzysów, których w żadnym związku nie brakuje. Wydaje się, że każdy kolejny, przebyty kryzys wzmacnia więź pomiędzy takimi ludźmi. Po latach wspólnego żeglowania po zmiennym oceanie uczuć zazwyczaj świetnie się rozumieją i tworzą wokół siebie przyjemny klimat przyjaźni, pewności i nadziei. Jeśli znasz taką parę – zapytaj o sposób na długowieczność związku. Jestem pewien, że opowiedzą Ci przede wszystkim o bitwach i wojnach, jakie nieraz ze sobą prowadzili… 

b. partnerzy przechodzą kolejne, ostre kryzysy związku. W końcu następuje rozpad. To sytuacja bardzo częsta. Dwie osoby, na fali wzajemnej fascynacji, trochę zbyt szybko podejmują decyzję o wspólnej przyszłości. Kiedy życie zaczyna pisać swą prozę, wspólna droga pod górę okazuje się zbyt trudna. Partnerzy podejmują mniej lub bardziej wymuszone próby ratowania związku. Tak naprawdę, oko psychologa szybko widzi, że dalsza walka nie ma już po prostu sensu. Dwoje ludzi postanawia się rozstać. W sądzie mówią: „niezgodność charakterów”. Czasami zresztą sytuacja taka ma miejsce po naprawdę wielu latach wspólnego życia. 

c. partnerzy trwają ze sobą, mimo ciągłych burz i braku zrozumienia. Z dzieciństwa pamiętam parę, która regularnie co wieczór urządzała głośną awanturę. Zazwyczaj z rękoczynami i niszczeniem domowych sprzętów. Ludzie ci żyli ze sobą wiele lat i choć my, jako dzieci, przekonani byliśmy, że każda awantura skończy się rozwodem lub jakąś prawdziwą tragedią, oni codziennie rano spacerowali trzymając się za ręce. Scenariusz ten powtarzał się niezmiennie. W tym akurat przypadku być może chodziło o dostarczenie sobie jakichś mocniejszych wrażeń i rozpędzenie nudy codziennego dnia. Czasami jednak ludzie trwają ze sobą pomimo faktu, że nie pasują do siebie pod żadnym względem, nie rozumieją w żadnym temacie pod słońcem, na każdy problem mają inne spojrzenie i nic ich ze sobą właściwie nie łączy. Dla zewnętrznego obserwatora związek taki jest ciągłym koszmarem, męką, drogą krzyżową, partnerzy zaś trwają ze sobą mimo wszelkich sugestii otoczenia, by wreszcie się może rozstali… 

d. partnerzy żyją w dwóch, zupełnie odrębnych światach. To także wyjątkowo częsty, w obecnych czasach coraz częstszy stan rzeczy. Przyznam, że taki sposób na życie od lat niezmiennie mnie zdumiewa. Związek sprawia wrażenie przemyślanego układu: „pobieramy się, zakładamy rodzinę, ty masz swoje życie, ja swoje, ty robisz co chcesz, ja robię, co mi się podoba, a w Wigilię szczęśliwi i uśmiechnięci siedzimy ze wszystkimi przy jednym stole. Na rodzinnych imprezach prezentujemy się nienagannie, konieczne formalności załatwiamy razem, ale poza tym nic ci do moich spraw, ani mnie do twoich”. Patrząc krytycznie nie sposób nie docenić pewnych zalet takiego modelu współżycia.
Bez wątpienia konflikty pomiędzy dwojgiem bliskich sobie osób są zjawiskiem bardzo złożonym i często trudnym do jednoznacznego wyjaśnienia. W tym opracowaniu staram się sprowadzić partnerskie nieporozumienia do problemów wynikających z nieprawidłowej komunikacji, choć takie ujęcie sprawy naraża mnie na zarzut zbytnich uproszczeń i jednostronności. W gruncie rzeczy zaburzona komunikacja jest tylko jednym, bardzo istotnym powodem braku porozumienia pomiędzy dwojgiem ludzi. 

Na ostateczny rozpad związku składa się mnóstwo bardzo różnorodnych czynników. Wiele z nich pozostaje całkowicie poza kontrolą osób zainteresowanych. Te jednak, na które można wpływać, można również poprawić, a to czasami wystarczy by przetrwać najtrudniejszy okres związku. Jak poprawić? Najlepiej poprzez specjalistyczny trening pod okiem bezstronnego specjalisty (to, rzecz jasna, subtelna reklama prowadzonych przeze mnie szkoleń). 

Jeszcze w poprzednim pokoleniu z rozwodami nie było tak prosto. Dwoje ludzi, zawierając związek małżeński, planowało wspólną przyszłość raczej do grobowej deski. Za mocą tej decyzji stały zarówno emocjonalne, jak i praktyczne, a nierzadko również obyczajowe względy. Rozwód był spostrzegany jako porażka i skutkował ciężkim piętnem. Tak ciężkim, że wiele par wolało znosić niekończące się męki codziennych nieporozumień czy nawet wojen niż rozstać się w cywilizowanym porozumieniu i w majestacie prawa.  

Dzisiaj spotykam wiele młodych osób, które jeszcze przed ślubem biorą pod uwagę perspektywę ewentualnego rozwodu. Małżeństwo bywa czasem po prostu pewnym kontraktem i jak każdy kontrakt – musi zawierać ściśle określone regulacje na okoliczność możliwych niepowodzeń. Z całą pewnością związek traci w ten sposób część swojej romantycznej wartości, ale dostępność i łatwość przeprowadzania rozwodu ma również swoje wielkie zalety. Bo jeszcze jedno – dwa pokolenia temu nieszczęśliwi partnerzy, pod ogromną presją społeczną, nienawidząc się nawzajem, z wielkim bólem dźwigali wspólny ciężar codziennego koszmaru. 

Zauważyłem też inną, ciekawą prawidłowość – otóż kiedy małżeństwo trafia do gabinetu psychologa bardzo często szybko okazuje się, że nie ma już czego ratować. Samo sięgnięcie po pomoc psychologiczną bywa specyficznym objawem nieodwracalnego rozpadu związku. Doświadczony diagnosta orientuje się bowiem po kilku spotkaniach (lub dużo prędzej…), że wizyta u psychologa ma być dla pary sposobem na rozstanie bez wyrzutów sumienia w sytuacji, kiedy każdy z małżonków nie marzy już o niczym innym poza tym, by móc wreszcie przestać widywać partnera. Oczyszczenie odbywa się na zasadzie: „Bo przecież naprawdę próbowaliśmy – byliśmy nawet u psychologa…! który zresztą wcale nie pomógł”. 

Mimo wszystko jednak zwróć uwagę, że bywają na świecie pary rozumiejące się całkiem nieźle. Czy znaczy to, że w tych związkach kobiety są mniej kobiece a mężczyźni mniej męscy? Z całą pewnością nie. Umiejętność trwania w pozytywnej, wartościowej relacji zapewne zależy od bardzo wielu czynników. Jednym z nich jest zwykła „dobroć dopasowania” (pojęcie tak naprawdę zaczerpnięte ze statystyki) czyli po prostu to, jak bardzo ludzie do siebie pasują, jak wiele ich łączy, ile mają wspólnych marzeń, celów, dążeń itd. Wiele zależy od czynników właściwie losowych, czyli od zwykłego szczęścia. 

Pewien jestem jednak, że tajemnica sukcesu w głównej mierze tkwi w umiejętności skutecznego porozumiewania się. 

5. Skąd się bierze agresja?

Opowiadając Ci o tym wszystkim pragnę zwrócić Twoją uwagę na niezwykle doniosłą rolę, jaką w naszym codziennym życiu odgrywa prawidłowa lub nieprawidłowa komunikacja. Czy często zauważasz, że chciałaś komuś coś przekazać, a on zrozumiał Cię zupełnie opacznie? Czy czasem źle odczytujesz czyjeś intencje? Czy zdarza się, że ranisz kogoś bez powodu, tak jakoś nawet „niechcący”? Czy myślisz, że wszystkie przypadki, kiedy ktoś rani Ciebie, wynikają z jego szczerej i autentycznej chęci zrobienia Ci krzywdy? 

W codziennej praktyce życiowej zdarza nam się mnóstwo nieporozumień. W domu, w pracy, w klubie sportowym, na imprezie… Jestem pewien, że niemal wszystkie te nieporozumienia wynikają z problemów z poprawnym, czytelnym i uprzejmym komunikowaniem się. Tak naprawdę bowiem – czy wiele znasz osób, które mają jakikolwiek powód, by Cię krzywdzić? Czy wielu jest ludzi, których krzywdzić chcesz Ty? 

W świecie naukowym wszystko ma swoje racjonalne wyjaśnienie. Codziennie każdy z nas spotyka się z niesprawiedliwością, nieuprzejmością, niekulturalnym zachowaniem, czasem nawet z chamstwem i impertynencją. Kto potrafi krytycznie i odważnie spojrzeć na samego siebie ten nie ma wątpliwości, że sam również nie zawsze jest w porządku.

Po latach intensywnej praktyki psychologicznej nadal niewielu rzeczy jestem do końca pewien, ale do tych, których jestem, należy z pewnością stwierdzenie, że nikt z nas nie przyszedł na świat złośliwy, nieprzyjemny czy agresywny. Każdy z nas staje się taki, jaki jest, na skutek między innymi określonych doświadczeń życiowych. Psycholog ma obowiązek myśleć w sposób przyczynowo – skutkowy i czasem spokojnie tłumaczyć zachowanie najbardziej nawet odrażających zwyrodnialców. Zapewniam Cię, że żaden bandyta nie urodził się bandytą. Ludzie brutalni zazwyczaj przeszli przerażający trening brutalności. Bity wyrasta na bijącego – to stare powiedzenie doskonale oddaje istotę sprawy. W rzeczy samej – kiedy widzisz agresywnego potwora, z nienawiścią poświęcającego się aktom terroru, spróbuj spojrzeć przez chwilę nieco innym, chłodniejszym okiem. Zobaczysz samotne, skrzywdzone i okaleczone dziecko, którego nie miał kto przytulić i pogłaskać wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowało. 

W mniej skrajnych, codziennych sytuacjach, w każdym naszym aroganckim zachowaniu manifestują się nasze skrywane problemy. Człowiek szczęśliwy nie jest agresywny, bo nie ma żadnego powodu, by być. Agresja jest zwykle dowodem na to, że zabrakło cywilizowanych środków rozwiązywania problemu lub czasem, że te cywilizowane okazały się nieskuteczne. 

Pracując nad sposobami komunikowania się zyskujemy co najmniej na kilka sposobów. Unikamy wielu sytuacji problemowych i nieporozumień, a te zaistniałe udaje nam się łatwiej rozwiązać. 

6. Słowo na temat asertywności

(Przeczytaj artykuł poświęcony problemowi asertywności – 
Asertywność. Okiem trenera)

Dlaczego zmierzam do asertywności? Ponieważ, jak się za chwilę okaże, asertywność to tak naprawdę zaawansowana sztuka komunikowania. Nazwa tej grupy umiejętności interpersonalnych (czasami traktowanej jak pojedyncza umiejętność) pochodzi od angielskiego słowa assertive, oznaczającego „pewny siebie, stanowczy”. To tłumaczenie nie działa jednak niestety na korzyść asertywności, ponieważ z biegiem czasu w społeczeństwie zaczęło pokutować przekonanie, że asertywność jest wyłącznie stanowczością i to stanowczością za wszelką cenę. Doszło nawet do tego, że „asertywnymi” nazywano osoby bezwzględne, bezmyślnie prące do egoistycznego celu, rozpychające się łokciami, lekceważące wszystkich wokoło.

Tak naprawdę asertywność jest umiejętnością pozytywnego i uprzejmego dbania o własne dobro przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu dobra cudzego. Oznacza unikanie zarówno agresji, jak i uległości, bo obie te postawy są z definicji zaprzeczeniem asertywności.

Osoba asertywna potrafi wypowiedzieć swoje zdanie nawet wtedy, kiedy wie, że nie będzie to najlepiej przyjęte przez otoczenie. Ma świadomość własnej wartości i szacunek do samej siebie, ale wszystko to w rozsądnych, pozytywnych i dojrzały rozmiarach. Nie wywyższa się, nie traktuje nikogo z góry, jednocześnie jednak nie pozwala, by ktokolwiek ją poniżał. Dba o dobre samopoczucie wszystkich obecnych osób. Potrafi radzić sobie z próbami manipulacji czy nieuczciwego, nadmiernego wpływu. Jest niezależna i autonomiczna, dzięki temu jednak łatwiej wchodzi w relacje społeczne i znacznie lepiej potrafi je kształtować. 

Osoba asertywna każdego towarzysza traktuje w sposób partnerski. Potrafi zachowywać tzw. „relacje poziome” (czyli takie, w których osoby wchodzące w kontakt znajdują się na równorzędnych pozycjach), a zatem nie dominuje i nie przyjmuje postawy uległej. 

Odpowiedz teraz na poniższe pytania:

Czy zdarza się, że podejmujesz jakiś obowiązek tylko dlatego, że ktoś Cię o to prosi, a nie chcesz sprawić mu zawodu?

Czy w związku z tym czasami bierzesz na siebie sprawy, z którymi wolałabyś nie mieć nic wspólnego? 

Czy czasem padasz ofiarą manipulacji?

Czy jest Ci czasem trudno obronić się przed czyimś atakiem? 

Czy czasem nie wiesz, jak zareagować na czyjeś złośliwe lub wieloznaczne komentarze? 

Czy zdarza Ci się, że padasz ofiarą niesprawiedliwości, lecz wolisz to zwyczajnie przemilczeć? 

Czy masz czasem poczucie, że nikt nie interesuje się Twoimi potrzebami? 

Czy często bywasz nadmiernie zmęczona i zniechęcona? 

Jestem pewien, że na każde z tych pytań po chwili zastanowienia możesz odpowiedzieć twierdząco. Trening asertywności pozwala rozwiązać wiele z tych problemów poprzez zupełnie racjonalne techniki wpływu na własne postawy i zachowanie. 

Trening asertywności nauczy Cię:

jak w sposób uprzejmy i stanowczy jednocześnie sposób, bez poczucia winy formułować odpowiedzi wyrażające sprzeciw czy odmowę – czyli inaczej, jak nie dać się wciągnąć w realizację czyichś ambicji lub zachcianek

jak śmiało i bez wstydu sięgać po pomoc i wsparcie, przyjmować czyjeś propozycje, a jednocześnie umieć zrezygnować z własnych egoistycznych dążeń i ambicji

jak uzyskać autentyczną i rozsądną świadomość własnej wartości i praw, które przysługują Ci w każdej sytuacji

jak być bardziej pewnym siebie w sytuacjach społecznych

jak przyjmować pochwały i komplementy

jak reagować na krytykę i uwagi

jak szczerze wyrażać własne opinie i uczucia

Dlaczego asertywność? Czy to w ogóle potrzebne? 

Pewna moja Znajoma jest bardzo atrakcyjną kobietą w średnim wieku. Atrakcyjność jest właściwie rzeczą gustu, pozwalam sobie jednak określać Znajomą w ten sposób dysponując własnymi obserwacjami w zakresie niecodziennego zainteresowania, jakim tę Panią darzą od lat liczni postronni mężczyźni. Reprezentujący niekiedy zresztą znacznie młodszą kategorię wiekową. Grażyna jest osobą bardzo zadbaną, wykształconą, zaradną i dość ambitną, ale bez tak charakterystycznej dla naszych czasów rządzy osiągnięć i ulotnych, społecznych zaszczytów. Choć wykonuje satysfakcjonującą pracę w zawodzie, który sama świadomie wybrała, najbardziej ceni sobie czas wolny, zwłaszcza, kiedy spędza go z rodziną lub gdy może poświęcić się prywatnej pasji, jaką jest żeglarstwo. Wyjazd na żagle to nie taka prosta sprawa, zdarza się więc kilka razy w roku. Jednak Grażyna ma również inne hobby – w rzadkich wolnych chwilach pięknie maluje na szkle. Kolorowymi, artystycznymi wzorami ozdabia fantazyjnych kształtów butelki, lustra, szklanki i kielichy, a czasem po prostu szyby w oknach znajomych. Piękne rzemiosło jest dla niej sposobem na ucieczkę od rzeczywistości, kiedy ta ostatnia staje się nie do zniesienia. 

Można powiedzieć, że Grażyna jest kobietą, z którą wielu mężczyzn chciałoby spędzać swój czas. Niejeden już do Niej wzdychał i podejrzewam, że niejeden jeszcze westchnie. Niejeden też męski pomysł na życie stopniał jak śnieg na wiosnę w ogniu Jej niełaski. Czy mąż Grażyny jest przekonany, że miał wyjątkowe szczęście? Tego nie wiem, choć mam pewne podejrzenia. Z całą jednak pewnością małżonkowie od lat miewają liczne problemy z porozumiewaniem się. Co więcej, stwierdzić można stanowczo, że dzisiaj właściwie niewiele ich ze sobą łączy.

Moja Znajoma narzeka nieraz, że Jej partner zupełnie nie dba o własne małżeństwo. To prawda, że ciężko pracuje zawodowo i niewiele ma czasu na romantyczne pomysły ożywania związku. Ale…

Jest skoncentrowany na sobie i swoim małym światku, w którym już kilka lat temu zamknął się razem z paroma nieodłącznymi rekwizytami. Należą do nich fotel i pilot od telewizora, czasem rower. Mąż nie bywa agresywny ani nieodpowiedzialny. Wypełnia wszystkie swoje obowiązki, towarzyszy swej żonie, kiedy musi, spotyka się z dalszą rodziną, dba o dom i podwórko, kosi trawnik i przycina krzewy, naprawia samochód i pali w piecu, wynosi śmieci i karmi kota.  

Grażyna ma jednak poczucie, że mąż nie interesuje się zupełnie jej potrzebami i uczuciami. Przyzwyczajony jest do zlecania jej różnych spraw – i to niezależnie od tego, czy jest środek urlopu, czy piątkowe popołudnie po tygodniu ciężkiej pracy. Czasami, kiedy jest zmęczony, lubi zasiadać w fotelu i wymyślać różne drobne zajęcia: „skoro już tam idziesz, to przynieś mi…” co niezmiennie doprowadza żonę do szału. Ma także niezwykle dziecinny zwyczaj obrażania się, czasem na kilka tygodni, kiedy akurat coś mu nie pasuje. 

Rozmawiałem wielokrotnie z Grażyną. Daleki jestem od rozsądzania, kto i na ile jest winien – tego nigdy do końca nie wiemy. Co więcej – nie ma to wielkiego znaczenia. Być może jednak Grażyna, zapewne również w jakimś stopniu winna zaistniałej sytuacji, po prostu zbyt często i zbyt długo ulega miękkiemu terrorowi, który ma zwyczaj stosować jej mąż.  

Właściwie z zewnątrz wszystko wygląda świetnie. Jednak wyjątkowo często pojawia się pewien problem. Kiedy pomiędzy małżonkami dochodzi do jakiejkolwiek próby rozmowy, bardzo szybko rozmowa przeradza się w sprzeczkę, potem kłótnię, wreszcie w awanturę. 

Tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, o co chodzi akurat za każdym konkretnym razem. Bo zawsze chodzi o tak samo bzdurne, mało istotne problemy. 

Nie sposób już uchwycić momentu, w którym komunikacja zaczęła się psuć. Coraz częściej zdarza się, że małżonkowie nie rozmawiają ze sobą przez kilka tygodni. 

Pozostaje pytanie: dlaczego małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać? Sytuacja Grażyny to tylko przykład. Powiem Ci zresztą w ścisłej tajemnicy, że Grażyna bywa po prostu zbyt dobra i to nie tylko dla męża… Ona cierpi na częstą wśród kobiet przypadłość – gdyby tylko mogła, nie odmawiałaby niczego nikomu. 

Wspominałem już o równouprawnieniu. Podobno jest, albo przynajmniej bywa. Zauważyłem jednak pewną ciekawą rzecz. Zazwyczaj w tradycyjnie lub nawet bardziej nowocześnie pojmowanym związku mężczyzna koncentruje się na pracy zawodowej. Obecnie żona również. Tyle, że żona, bezpośrednio po ośmiu godzinach pracy, chcąc nie chcąc natychmiast zaczyna drugi etat… zwykle od zakupów. Od lat w niekłamany podziw wprawia mnie waga przeciętnych, noszonych przez kobiety torebek i siatek. To zwykle tyle, że sam zmęczyłbym się szybko. Żona wracająca do domu ma jednak jeszcze całą masę innych obowiązków. I tak do samej nocy. 

Wcale nie chcę zmieniać ustalonego porządku rzeczy. Co do komunikacji jednak myślę, że mam dla Ciebie pewne ciekawe rozwiązanie. 
Tak naprawdę w tytule tego artykułu zawarty jest pewien myślowy skrót. Z punktu widzenia komunikacji międzyludzkiej nie ma wielkiego znaczenia, kto kogo nie rozumie – mężczyzna kobiety, kobieta mężczyzny, siostra brata czy wujek ciotki. Istotne zazwyczaj okazują się przede wszystkim formalne i treściowe zaburzenia w procesie porozumiewania się. Które w psychoterapii i treningu komunikacji poddaje się szczegółowej ocenie i analizie a następnie podejmuje pracę nad korygowaniem pewnych nieprawidłowych elementów.

Artykuł mógłbym więc nazwać nawet „Dlaczego ludzie nie rozumieją się nawzajem?” wówczas jednak nie pasowałby on tak dobrze do realizowanego właśnie cyklu szkoleń dla kobiet.

Zastanawiasz się czasem, dlaczego nie możesz dogadać się z facetami? Zapewne jest tak z różnych względów, ale ja, rozmawiając z kobietami i mężczyznami, zauważyłem przede wszystkim kilka najbardziej podstawowych. 

Spróbuj więc podjąć następujące kroki: 

Przemawiaj wprost i bardziej dosadnie. Na temat i jednoznacznie. Bez niedomówień i zagadek. Nie oczekuj, że rozmówca domyśli się Twoich intencji. W natłoku codziennych spraw niezwykle mało jest czasu na rozwiązywanie rebusów i anagramów, zwłaszcza, jeśli jest się facetem i rozumuje się prosto i pragmatycznie, jak młotek. Dlatego mów wprost, o co Ci chodzi. Jeśli chcesz, by Twój partner naprawił cieknący kran, powiedz „napraw dzisiaj ten cholerny kran!”. Nie urządzaj cichych dni w oczekiwaniu, że mężczyzna sam domyśli się, że masz pretensje o jego zalotne spojrzenia w stronę Beaty czy innej Joli. Uwierz mi – prędzej zje własne sandały, nim domyśli się, o co Ci chodzi. Być może wcale nawet nie wie, że zerkał na Twoją koleżankę w seksownej sukience lub gapił się na biust dziewczyny na rolkach! Formułuj szczere i czytelne komunikaty. Oczekiwanie, że facet zrozumie Twoje babskie myślenie to czas bezpowrotnie stracony na fochy, dąsy i bezsensowną, choć pewnie czasem błogą ciszę.

Nie kręć i nie owijaj w bawełnę. Ani w żaden inny materiał, tym bardziej, że facet materiałów nie rozróżnia. Nie lawiruj pomiędzy wyspami zasadniczego tematu i nie zaciemniaj dodatkowo obrazu, który dla Twojego męskiego rozmówcy i tak pewnie jest już nieczytelny.

Problemy rozwiązuj natychmiast. Problem nie rozwiązany natychmiast zaczyna narastać. To zasada, która w komunikacji interpersonalnej ma szczególnie wyraźne zastosowanie. Pierwsze nieporozumienie rodzi następne i prowadzi do eskalacji konfliktu na świętej w psychologii zasadzie błędnego koła. Przypuśćmy, że Twój partner wczoraj wypił za dużo i trochę zbyt blisko siedział Patrycji. Jeśli nie powiesz, o co Ci chodzi, a będziesz wściekła lub smutna, facet zapewne uzna, że jest tak „bez powodu”. To pierwszy krok do narastania problemu, bo skoro poczuje się urażony, być może zaatakuje lub się wycofa, co pogłębi Twoją urazę i wprawi Cię w jeszcze gorszy nastrój… itd. 

Dlatego poruszaj temat wtedy, gdy się pojawia. Nie ma w tym przypadku nic gorszego, niż próba rozwiązania problemu w formie niekontrolowanego wybuchu: „A dlaczego trzy lata temu, tam, na moście w Parzymiechach, nie powiedziałeś, że mnie kochasz?” 

Mów o swoich uczuciach. Niezwykle ważne jest, byś chciała w sposób przystępny i prosty opisać to, co czujesz. Kobiety zazwyczaj nie mają z tym najmniejszego problemu, jeśli tylko chcą mówić wprost. Pamiętaj tylko, że facet niekoniecznie rozumie, o co Ci chodzi. W rozmowie o uczuciach to, co dla Ciebie najzupełniej jasne, dla mężczyzny może być chińszczyzną – podobnie jak dla Ciebie chińszczyzną może być prosta, męska rozmowa o uszczelce pod głowicą w silniku… Nazwij, co i dlaczego Cię drażni, co Cię smuci, a co wprawia w dziki szał. Niech Twój rozmówca ma pełną świadomość tego, kiedy i dlaczego czujesz się tak czy inaczej. 

Formułuj komunikaty typu „ja” i przyjmuj pełną odpowiedzialność za swoje wypowiedzi. To umiejętność podstawowa dla asertywnego zachowania i w treningu asertywności zawsze poświęca się jej wiele uwagi. W życiu codziennym wszyscy mamy skłonność do sprytnego posiłkowania się wsparciem niejasnych i niepewnych autorytetów, formułując wypowiedzi w rodzaju: „wszyscy wiedzą, że…”, „każdy głupi potrafi…”, „to chyba logiczne, że…” a nawet: „psycholog Imielski twierdzi, że…” itd. Tak naprawdę rzadko próbujemy odpowiedzieć na pytanie, kim są ci wspomniani „wszyscy”, kto to jest „każdy głupi”, co tak naprawdę jest „logiczne” (lub czy logika ma tutaj w ogóle jakiekolwiek zastosowanie) i czy wspomniany Imielski w ogóle jest psychologiem. 

Buduj komunikaty zawierające Twoje własne przesłanie, bez podpierania się kimkolwiek (lub czymkolwiek), zaczynając od: „uważam, że…”, „moim zdaniem…”, „ja akurat jestem pewna, że…”. 

Formułowanie komunikatów „ja” wzmacnia poczucie pewności siebie i podnosi szacunek do własnej osoby ale jest też uczciwe i czytelne dla partnera w interakcji. Uczysz się polegać na sobie i nie podpierać się wątpliwymi czy mglistymi „autorytetami”. 

Mów o swoich oczekiwaniach. Jeśli nie podoba Ci się istniejący stan rzeczy, na przykład sytuacja w Twoim związku czy w miejscu pracy, masz prawo wyrazić swoje niezadowolenie. W rzeczy samej otwarte określenie własnego stosunku do sytuacji będzie dowodem dojrzałego stosunku do sprawy. Pamiętaj jednak, że powinnaś zawsze jasno i czytelnie określić, jakiej zmiany w sytuacji czy zachowaniu jakiejkolwiek osoby ewentualnie chciałabyś móc oczekiwać. Jeśli więc mówisz: „martwi mnie, że kiedy jest nam tak ciężko, wydajesz pieniądze na zabawki” dodaj koniecznie: „proszę, żebyś ustalał ze mną wydatki”. W teorii i praktyce asertywności Twój rozmówca ma prawo do otrzymania jasnej i jednoznacznej informacji, czego od niego oczekujesz. Jeśli takiej informacji nie podasz – nie spodziewaj się zmiany i nie licz, że sam się domyśli. 

Staraj się unikać jakichkolwiek ataków. Czasami trzeba rozbić talerze lub kogoś spoliczkować. Jednak kiedy mówimy o sztuce komunikacji, asertywnej w tym przypadku, warto wiedzieć, że atak zazwyczaj nie rozwiązuje problemu. Jeśli nawet nie spotka się z brutalnym kontratakiem, zapewne urazi Twojego rozmówcę i wywoła u niego poczucie krzywdy. A to spowoduje, że problem nadal będzie narastał jak wrzód, tym razem z urazą po stronie partnera. 
Jeśli masz do czynienia z mężczyzną pamiętaj, że atak w zupełnie naturalny sposób prowokuje go zawsze do kontrataku. A z punktu widzenia komunikacji to bez sensu. 

Naucz się odmawiać. Nawet, gdybyś bardzo chciała, nie jesteś w stanie pomóc wszystkim potrzebującym osobom. Co więcej – masz pełne prawo zadbać również o siebie. Pracuj nad umiejętnością odmawiania przysług, których nie masz obowiązku wyświadczać. Podczas treningu asertywności nauczysz się takie przysługi rozpoznawać i ze zdumieniem odkryjesz, jak wiele ich jest. I jak często wsiadasz do pociągu jadącego zupełnie nie w interesującą Cię stronę. 
Twórz relacje partnerskie. Być może wcale nie masz skłonności do wywyższania się i traktowania innych z góry. Pamiętaj jednak, że nie powinnaś także przyjmować pozycji uległej! Niezależnie od tego, z kim masz do czynienia, miej zawsze na uwadze, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi i wszystkim nam należy się taki sam, wzajemny szacunek. Wynika z tego, że nawet dyrektor naczelny w Twojej firmie ma obowiązek traktować Cię z estymą i kulturą (jeśli to Ty jesteś dyrektorem, tym bardziej pamiętaj o wspomnianej zasadzie!). 

Bądź bezwzględnie konsekwentna. Mogę bez przesady powiedzieć, że brak konsekwencji to jedno z największych nieszczęść ludzkości. Dotyczy to przede wszystkim współuzależnionych, bitych i maltretowanych lub w jakikolwiek inny sposób krzywdzonych osób. To właśnie one dziesiątki razy składają i wycofują zawiadomienie o przestępstwie lub wniosek o ściganie i ukaranie sprawcy. Efekt jest przede wszystkim ten, że krzywdziciel z biegiem czasu zaczyna czuć się zupełnie bezkarny a tym samym przemoc ulega znacznemu nasileniu. Zjawisko to ma zastosowanie nie tylko w sprawach grubego, „kryminalnego” kalibru. 

Stanowczość nie ma żadnej wartości, jeśli działa tylko przez chwilę. Innymi słowy – jeśli Twój rozmówca wie, że przekonanie Cię to tylko kwestia czasu, lepiej od razu weź go na plecy i zanieś na siódme piętro, jeśli akurat tego właśnie sobie życzy.

Jeśli podejmujesz jakąkolwiek suwerenną, asertywną decyzję, na przykład nie godzisz się na wyręczanie koleżanki w pracy, trzymaj się raz wybranego kursu. Widziałem w swej pracy setki i tysiące zawodowych manipulantów. Wszyscy oni funkcjonują naprawdę świetnie, a lwia część ich doskonałej kondycji opiera się na prostej obserwacji, że kto prosi, ten prędzej czy później wyprosi. 

Nie daj sobą manipulować. W tym miejscu zdradzę Ci jedną z największych tajemnic zawodu psychologa. Kto miał okazję pracować z ludźmi w rozmaity sposób zaburzonymi psychicznie ten szybko zauważa jedną, bardzo charakterystyczną, wspólną dla nich cechę. Ogromna większość z nich ma skłonność do bardziej lub mniej bezczelnego manipulowania innymi. Bywa, że przez lata kręcą całym swym otoczeniem, a nierzadko również lokalnymi władzami, instytucjami pomocy publicznej itd. Z biegiem lat psycholog nabiera cichego przeświadczenia, że właściwie każdy stara się kimś manipulować! To oczywiście przesada, ale świadomość wszechobecnej manipulacji rodzi pewną postawę obronną – pamiętaj, że bardzo wielu ludzi chce coś Ci sprzedać, coś od Ciebie otrzymać lub uzyskać jakąkolwiek inną, choćby chwilową korzyść. Bardzo często i w bardzo subtelny sposób manipulują Tobą Twoi najbliżsi a niedoścignionymi mistrzami manipulacji są dzieci i osoby starsze. 

Ta manipulacja to naprawdę temat rzeka. Ale, jeśli Cię zainteresował – zapraszam do bywania na tym blogu. Wpływ społeczny, manipulacja i propaganda to ważny element moich psychologicznych zainteresowań.   

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Niechciany partner, odrzucony rodzic w roli ofiary ubranej w szaty swojego oprawcy. Najprostszą metodą wyeliminowania drugiego rodzica (który przestał być np. atrakcyjny, posiada dochody, majątek) z życia dziecka jest długotrwała, cicha, niewidoczna przemoc psychiczna i prowokowanie konfliktu w celu spowodowania u ofiary wybuchu nagromadzonego gniewu. Badania naukowe w USA udowodniły że wyrafinowaną i niewidoczną przemoc psychiczną w 70% inicjują i stosują kobiety (http://newscastmedia.com/domestic-violence.htm). Przemoc zawarta w statystykach (wskazujących jedynie na kobiety jako ofiary przemocy) informuje o tym ilu mężczyzn dało się sprowokować, wmanewrować w konflikt mający na celu korzystne dla sprawcy zakończenie związku z niechcianym partnerem. Szczególnie narażone są osoby reagujące wybuchowo na sytuacje stresowe. "Czas i energia ofiary zostają całkowicie zaprzęgnięte w starania o to, by zapobiec wybuchom złości kata, odgadywać jego (jej) myśli i spełniać jego (jej) zachcianki. Własne poglądy i potrzeby przestają się liczyć. W rezultacie ofiara przestaje cokolwiek czuć i racjonalnie myśleć. Pod wpływem swoistej indoktrynacji, „prania mózgu” i udręczenia pojawia się stan permanentnego wyczerpania. Jest to wynik ciągłego stresu, czuwania nad samoobroną i spełniania żądań sprawcy. Energię pochłania też konieczność ukrywania strachu, rozpaczy i gniewu, bowiem okazywanie tych uczuć jest ośmieszane lub karane przez oprawcę."

  • Anonimowy

    Z jednym się nie zgodzę, żaden facet nie lubi kiedy mu się rozkazuje. Dlatego stwierdzenie "napraw ten cholerny kran!" najprawdopodobniej przejdzie bez echa lub wywoła obrazę/awanturę. Niestety mężczyźni nie lubią kiedy ktoś mówi im co mają robić.
    Mądra kobieta może jednak posłużyć się podstępem i wykorzystać to, że uwaga! facet musi czuć się potrzebny. Jeśli kobieta przyjdzie i powie, że ma problem i potrzebuje pomocy, bo z baterii cieknie woda i ona nie wie dlaczego ani jak temu zaradzić to zupełnie inna sprawa. Wtedy inicjatywa naprawy/wymiany kranu wychodzi od mężczyzny. Kiedy problem już facet rozwiąże to mądra kobieta powie coś w rodzaju "ale Ty jesteś mądry i zaradny". Wiem jak to brzmi, ale niestety faceci są próżni i chcą usłyszeć od swojej partnerki na koniec dnia "jesteś the best of". Współczuję kobietom, ale to najprostszy sposób na naprawiony (…tu wstaw nazwę tego co się popsuło…) w szybkim tempie.
    Pozdrawiam panie, wytrwałości.